• Wpisów:705
  • Średnio co: 4 dni
  • Ostatni wpis:wczoraj, 10:37
  • Licznik odwiedzin:73 789 / 3081 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Musimy sobie coś wyjaśnić. Kultowe zapieksy są tylko
w Krakowie i tylko w Okrąglaku na Kazimierzu. Te Katowickie mogą stać się kultowe w Kato, gdy dopracują kilka szczegółów...


To Do Jutra ma ciekawe propozycje, jeśli chodzi
o zapiekanki. W menu znajdziemy te klasyczne
z pieczarkami czy z salami, jak i całkiem odjechane jak te z pastrami. Wszystkie smakują pysznie i można je spersonalizować, wybierając wielkość, sos, ogórki lub szczypiorek. No właśnie szczypiorek. Sugerowałabym jednak ten drobniejszy- lepiej smakuje i lepiej wygląda. A za wygląd zapiekanki punkty dostają, bo zamawiałam je
w dostawie i prezentują się dobrze, co jest rzadkością
w przypadku jedzenia na dowóz. Co prawda dostawę też mogliby troszkę poprawić, bo raz poszło im szybko
i sprawnie a innym razem czekałam prawie godzinę.


Ogólnie zapieksy z To Do Jutra polecam i pewnie sama zjem jeszcze nie raz. Czekam tylko na ten lepszy szczypiorek


 

 
Człowiek stara się ze wszystkich sił zachować świeżość koloru a tu nic z tego..


Lubie produkty Dove. To sprawdzona marka, która oferuje wysokiej jakości kosmetyki w dość przystępnych cenach. Owszem szampon do włosów farbowanych od Dove może i nie przedłużył świeżości i blaski mojego rudego farbowanego koloru, ale zdecydowanie jest jednym z lepszych szamponów, jakich używałam. Pozostawiał na długo uczucie czystych włosów i zapobiegał ich przetłuszczaniu oraz nie powodował łupieżu, a do tego okazał się bardzo wydajny.

O ile szamponu do włosów farbowanych od Dove już drugi raz nie kupię, to nadal pozostanę fanką innych ich kosmetyków i może w przyszłości przetestuje szampon, odżywkę lub maskę do włosów zniszczonych.

Ogólna ocena: 6/10.
 

 
Ok, moja wizyta w tej kawiarni ze słowem "fit" miała niewiele wspólnego...


Dlaczego? Bo zamiast zdrowej przekąski zamówiłam banoffee i podjadłam tarty truskawkowej od koleżanki. Oba ciasta były dobre, ale niczym się nie wybijały. Natomiast do gustu przypadła mi truskawkowa ice tea. Bardzo lubię wszystko, co truskawkowe.

Obsługa niestety nie wykazała się polotem. Kolega poprosił o ciepły napój bez cytrusów. Dostał herbatę
z limonką...

Wystrój z zewnątrz przyciąga, bo wygląda ładnie, ale wewnątrz okazuje się, że jest bardzo mało miejsca. Siedząc obok siebie, trzeba się gnieść, a siedzenie od strony przejścia utrudni ruch w lokalu.

Czy polecam Fitagain Coffee & Food? Może na truskawkową ice tea na wynos. I może na zdrową przekąskę. Liczę, że mają dobre, skoro się Fitagain nazywają.

Ogólna ocena: 5/10.

Adres: Kraków ul. Szczepańska 7.
 

 
Bratysława to miasto idealne na jeden dzień. Można je zwiedzić po drodze do Wiednia.


Bratysława ma wiele urokliwych uliczek, którymi spacery (z przerwami na piwo) są bardzo przyjemne. Na jednej
z nich odnajdziemy Cumila, czyli kanalarza. Wypatrzenie rzeźby wcale nie jest takie łatwe.


Spacerując starówką, dotrzemy na wzgórze zamkowe. Zdecydowałam się zwiedzić zamek od środka, ale przeżyłam rozczarowanie. Niestety większość komnat świeci pustkami, a eksponatów typu zbroje, broń czy dawne monety jest bardzo niewiele. Z filmu puszczanego dla zwiedzających dowiedziałam się, że jeden z władców uciekając ze swojej siedziby, zabrał co się da.
Zamek góruje nad Dunajem. Bulwary tej rzeki to również popularny spacerowy kierunek.




Po drugiej stronie Starego Miasta znajduje się bardzo ładny Pałac Prezydencki.


Bratysława to bardzo przyjemne małe miasto i zachęcam Was do choćby kilkugodzinnego przystanku na szybkie zwiedzanie.
 

 
Bardzo lubię zwiedzać zamki. Zarówno te w ruinie, jak
i te, które zachowały się w całej okazałości. Nie ma wyjazdu bez zaliczenia przynajmniej jednego zamku. Tak było i tym razem.


Zamek Chojnik a dokładnie jego ruiny to malowniczo położona atrakcja. Zanin je zwiedzimy, musimy się wdrapać na spore wzgórze. Z zamku roztaczają się piękne widoki na Karkonosze.








Same ruiny są bardzo dobrze zachowane, a przejście przez wszystkie zakamarki zajmuje około 2 godziny. Warto przystanąć na dziedzińcu, aby posłuchać nagrań o historii zamku.





Polecam zabrać drona, bo zdjęcia i filmiki zamku na skarpie wyglądałyby pięknie. My niestety zapomnieliśmy
o naszym.




Chojnik ma mega zabawny regulamin, a kustoszem znany jest znany youtuber Andrzej Jędrek.


Z wyprawą na zamek poradzą sobie nawet słabsze kondycyjnie osoby, więc polecam go wszystkim.

Ogólna ocena: 8/10.

 

 
Gdy na Filmwebie widzę kategorię "gangsterski" nie mogę przejść obojętnie.



1. Ojciec Chrzestny

To mój ulubiony film w ogóle. Najlepszy, jaki widziałam. Wszystko jest perfekcyjne: od scenariusza przez zdjęcia, reżyserię, grę aktorską po scenografię. Film doskonale oddaje klimat eleganckiej włoskiej mafii i pokazuje wiele zawiłości związanych z jej strukturami i hierarchią. To nie tylko czysta gangstera. To film o przeznaczeniu, odkrywaniu tożsamości i o emigracji. Widziałam go dziesiątki razy i za każdym mam ciarki. Moją ulubioną sceną jest moment postrzelenia Dona Corleone
i rozsypujące się pomarańcze.

2. Nietykalni (film z 1987)
Uwielbiam filmy z gwiazdorską obsadą. A tutaj: Kevin Costner, Sean Connery, Andy Garcia i najlepszy na świecie Robert De Niro jako wielki i nietykalny Al Capone. To film o porachunkach między policją a mafią, a stawką jest alkohol, bo akcja dzieje się w ciężkich czasach prohibicji. To też film o przyjaźni i sile jednostki. De Niro brawurowo kreuje tu postać Capone. Trochę mi przykro, że jak pada tytuł "Nietykalni" to ludzie kojarzą głównie produkcje z 2011, która z gangsterką nie ma nic wspólnego.

3. Gangster

Dla kontrastu przykład jak można spieprzyć coś, co wydaje się nie do popsucia. W Gangsterze mam rzezimieszków,
a nie gangsterów z czasów prohibicji. Mamy policjanta,
u którego nie możemy dopatrzyć się motywacji jego okrutnych zachowań. Mamy bohaterów, którym nie kibicujemy. Ogólnie bardzo chciałam, żeby film się już skończył, bo zamiast eleganckiej produkcji mafijnej dostałam rzeźnie godną Tarantino tylko bez kiepskiego humoru. W ogóle bez humoru.
 

 
Zdecydowanie jestem wielką fanką wychodzenia do restauracji, a nie zamawiania do domu. Ostatnie wydarzenia sprawiły jednak, że przetestowałam wiele opcji na dowóz i niektóre zostały ze mną nawet do dzisiaj.


Takim przypadkiem jest Woki Woki. Orientalne dania z woka z makaronem i dodatkami (mięsnymi i/lub warzywnymi i/ lub owocowymi). Urocze pudełeczka wyglądają niepozornie, ale kryją pyszną i ogromną zawartość. Zazwyczaj jedno takie opakowanie zjadam na 2 razy. Polecam zwłaszcza opcję
z samych warzyw, która jest wyśmienita i nie czuję się po niej ciężko.


Co ważne, Woki Woki jest kolejnym jedzeniem na dowóz, które zarówno w opakowaniu, jaki i po przełożeniu na talerz wygląda ładnie, nawet w dostawie.


Katowice polecam Wam Woki Woki
 

 
Dostałam go od przemiłych i przecudownych gospodarzy Browarówki.


Używam go już kilka miesięcy, co oznacza, że jest bardzo wydajny. Spryskuje nim twarz każdego ranka. Zapewnia to przyjemnie odświeżenie i pozwala się obudzić. Niestety hydrolat lawendowy w przeciwieństwie do ogórkowego hydrolatu nie walczy z niedoskonałościami mojej cery. Jest raczej przyjemnym wykończeniem niż aktywnie działającym kosmetykiem. Gdy moja buzia jest pod kontrolą innych kosmetyków, to lawendowy hydrolat nadaje jej blasku i gładkości.

Mogłabym go używać na wyjazdach jako odświeżająco- chłodzącej mgiełki, ale niestety ma szklaną butelkę.

Niemniej jednak bardzo polecam ten kosmetyk, ponieważ jego używani to czysta przyjemność, a do tego był zrobiony i ofiarowany z pasją.
 

 
Jak coś ma taką nazwę, to musiałam się tam wybrać


Multi Qulti to bar z kraftowymi pysznymi piwkami. Wybór jest ogromny, ceny przystępne, a obsługa super.

Jedynie wystrój trochę kuleje, bo wygląda na mało dopracowany i zrobiony na przysłowiowe "odpierdol się", ale może właśnie o takie wrażenie chodziło

Polecam Mólti Qulti na piwo ze znajomymi.

Ogólna ocena: 6/10.

Adres: Kraków ul. Szewska 21.
 

 
To bardzo wspominkowy post, bo w Berlinie byłam w... 2014. Już wtedy ciągnęło mnie do podróży.



Stolicę Niemiec zwiedziłam głównie piechotą. Z hotelu miałam blisko na Aleksanderplatz pod wieżę telewizyjną. Niestety nie udało się wejść do restauracji znajdującej się w jej kopule, ponieważ konieczna była rezerwacja i to z kilkutygodniowym wyprzedzeniem.


Oczywiście nie obyło się bez spaceru pod najbardziej charakterystyczną berlińską budowlę, czyli Bramę Brandenburską będącą symbolem pokoju i wolności.

Spod bramy już tylko krok do niemieckiego parlamentu, czyli Reichstagu. Po wcześniejszej rezerwacji dokonanej na kilka dni wcześniej można wejść za darmo do środka.

Zaraz za parlamentem jest Tiergarten, a w nim Kolumna Zwycięstwa ze skrzydlata figurą Nike.


Podczas pieszych wędrówek dotarłam też przed okazałą
i kolorową bramę berlińskiego zoo z charakterystycznymi słoniami oraz do Märchenbrunnen. Jest to popularna Fontanna Bajek z figurami postaci z moich ukochanych baśni Braci Grimm. Niestety w listopadzie fontanna nie działała, a większość figur była w renowacji lub już zakryta na zimę.

Oczywiście nie mogło zabraknąć przechadzki pod Murem Berlińskim i przystanku przy dawnym przejściu granicznym między NRD a RFN.




Ciekawostką jest, że w Berlinie na każdym kroku można natknąć się na figury niedźwiedzia, który jest symbolem tego miasta. Znajduje się też na wielu pamiątkach.


A jeśli pamiątki z misiem Was nie satysfakcjonują, to zawsze możecie kupić sobie... kawałek Muru Berlińskiego.


Wzięło mnie na wspominki, ponieważ w tym roku ponownie planuje odwiedzić Niemcy. Tym razem czas na objazdówkę po południu i wschodzie tego pięknego kraju.
 

 
To najlepsze jedzenie, jakie w życiu jadłam.


Mała, z klasą urządzona restauracja, w której wszystko jest na mega wysokim poziomie, dała mi największy foodgazm ever.

To był najlepszy stek z tuńczyka w historii, najlepszy krem pomidorowy i przepyszny, finezyjny indyk z szynką parmeńska i ravioli, które mi miało sobie równych. Do tego idealne wino.


Cytrynowy Pieprz jest najlepszą restauracją, w jakiej
w życiu byłam. Szkoda, że mam tak daleko do Jeleniej Góry.

Ogólna ocena 10/10.

Adres: Jelenia Góra ul. Szkolna 1.
 

 
Prawie jak dobry, zły, brzydki, ale nie ma tu brzydkiego. Jest raczej dobry, średni, beznadziejny.


1. Filmy pełnometrażowe Angry Birds
Jestem wielką fanką kolorowych kulek ptaków, dlatego
z wielką chęcią obejrzałam pierwszą filmową odsłonę Angry Birds. Byłam zachwycona. Niby film dla dzieci, a tak naprawdę z większości żartów zaśmieją się dorośli. Charakterni bohaterowie i ważne problemy takie jak asymilacja nowych przybyszów w społeczności, poczucie odrzucenia przez jednostkę czy nieradzenie sobie
z gniewem. To jedna z moich ulubionych animacji.

Gorzej poradziło sobie filmowe Angry Birds 2. Właściwie powieliło problemy poprzednika i dorzuciło sztampową kliszę odrzucenia przez dawną miłość. Dobrych żartów było dużo mniej, a końcówka wydawała się robiona na szybko.

2. Kung Fury
To pastisz, a ja nie znoszę tego gatunku. Film wyśmiewa wszystkie oklepane motywy z produkcji lat 80: pościgi, wybuchy, podróże w przeszłość, kanciaste super samochody, sztuki walki, dinozaury, gliniarzy z poczuciem misji, brudne miasta, w których panuje bezprawie. Ogólnie znajdziemy tam wszystko: od nazistów przez Davida Hasselhoffa po Xsenę Wojowniczą Księżniczkę skąpane dodatkowo w hektolitrach kiczu. Brzmi okropnie
i absurdalnie. Może dlatego, że film przekroczył moje granice abstrakcji, to nawet mi się podobał. Nie jest wybitny, nie jest nawet dobry. Jest ok.

3. Pacific Rim
To jedna z nudniejszych produkcji, jakie widziałam. Nie dzieje się tam nic, bohaterowie są całkowicie pozbawieni czegokolwiek, co mogłoby zainteresować widza. A szkoda, bo pomysł obrony świata przez wielkie mechy przed ogromnymi potworami wydaje się fajny.
 

 
Dziś polecę Wam moją ulubioną mistrzynię cukiernictwa
w Katowicach.



Miss Cupcake nie prowadzi sprzedaży na miejscu. Zamówienia składamy u niej telefonicznie i osobiście odbieramy słodkości. I to jakie słodkości. Jej babeczki Red Velvet nie mają sobie równych. Kupiłam u niej najpyszniejsze Regale Świętomarcińskie, jakie w życiu jadłam.


Na moje urodziny zamówiłam obłędne babeczki Nutella
i mega słodkie (nawet dla mnie poziom słodkości był już powyżej normy) ciepłe lody na patyku z miętowym lukrem
i ciasteczkowym nadzieniem.


Sama Miss Cupcake jest przemiłą dziewczyną. Oferta jej wypieków jest przeogromna, a ceny przystępne.

Na pewno jeszcze nie raz kupie u niej babeczki i Was również zachęcam.

Ogólna ocena: 9/10.

Adres: Katowice ul. Jankego 192
 

 
Maseczka w płachcie z potworkiem Odważnym Kazikiem.


To był strzał w dziesiątkę! Dokładnie tego potrzebowałam. Ciągłe wyjazdy, życie w biegu, konieczność pakowania się w dni powrotów z poprzednich podróży sprawiły, że nie miałam czasu zająć się moją cerą jak należy. Gdy pojawiła się okazja, musiałam wyciągnąć duży kaliber i wtedy przyszedł na pomoc potwór Kazik.

Maseczka dogłębnie oczyściła i odświeżyła moją twarz. Pozostawiła mnie na długo z uczuciem czystej skóry,
a cera do dziś jest promienna i jasna.

Zdecydowanie polecam maseczkę detoksykującą od Bielendy.
 

 
To miejsce jest obłędne!


Lampka Prosecco za jedyne 5 zł i przepyszna chałka- tost z serkiem i owocami to jeszcze nic.




Tu chodzi o wystrój! Jednorożce, różowe loże, cekinowe pudle, kule dyskotekowe, vintage telefony, tęczowe lody na patyku to dalej nic. Prawdziwy klimat tworzy basen i wanna z kulkami. Och bawiłam się jak dziecko!


Wszystko jedno czy mieszkacie w Krakowie, czy jesteście turystycznie, do Bubble Toast trzeba iść!


Ogólna ocena: 10/10.

Adres: Kraków Plac Szczepański 5
 

 
W Łomnicy znajduje się położona pośród pól lawendy Browarówka, która zachwyciła nas swoim urokiem.


Mały drewniany domek Rudzik z salonem, kuchnią, łazienką i dwiema podwójnymi sypialniami na antresolach okazał się strzałem w dziesiątkę.




Przemili gospodarze urządzili go z nieprawdopodobnym smakiem i dbałością o każdy szczegół i wnętrze było niezwykle przytulne. Dużo drewna, lampek, świec
i poduszek sprawiało, że aż nie chcieliśmy wychodzić.




Jakby tego było mało, to w domku zastosowano mnóstwo smart rozwiązań, czekał na nas zestaw powitalny złożony
z serów i dwóch butelek piwa oraz kawy i herbatki pod dostatkiem. Nie zabrakło też podstawowego wyposażenia jak ręczniku, kosmetyki czy suszarka do włosów.


Dodatkowo mogliśmy korzystać z Netflixa, planszówek, zestawu do badmintona i gry w bule, miejsca na ognisko
i grilla.


Dodam, że domek jest idealny na 2 osoby, bo w 4 mogłoby być ciasno.

Jestem zachwycona Browarówką i chciałabym tam wrócić.


  • awatar KimiB: Ładny widok przyroda wkoło tak sielsko,ale wyposażenie wnętrza bardzo skromne.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Wreszcie! Ostatnio byłam w kinie w marcu 2020 roku. Serio przez te idiotyczne decyzje rządzących tak długo nie można było podjąć jednej z najprostrzych aktywności.


Powrót nastąpił w wielkim stylu, bo na Cruelle. Styl to dobre słowo, bo w filmie mnóstwo jest mody i kreacji szalonych jak sama Cruella. Moda jest tu tłem wydarzeń pozwalających Estelli poznać samą siebie i zaakceptować nie jako szarą myszkę, ale jako nieposkromiona
i nieprzewidywalna Cruelle. To film o narodzinach gwiazdy i jednocześnie o narodzinach potwora.
Emma Stone jest genialna w każdym calu. Tworzy postać wielowymiarową i silną, która, choć jest nieobliczalna, to nie sposób jej nie podziwiać.
Pozostali bohaterowie są jedynie tłem dla Emmy i dla Cruelli. Cudownym tłem jest też wspaniale dobrany soundtrack.
Jedyne co mam do zarzucenia to insynuacje jakoby zaburzenia zachowania były dziedziczne. Nie przeszkadza mi, że Cruella jest zaburzona, bo to jest częstą cechą jednostek wybitnych.

Wiedziałam, że Cruella na to "coś". Nie na darmo od zawsze była moją ulubioną disneyowska antagonistą.
 

 
Wspominałam już, że jedzenie na dowóz nie wygląda zbyt dobrze, ale Katowice dobrze sobie radzą i wyprzedzają konkurencję.


Tym razem wykazała się Biała Małpa. Wszystko, co u nich zamawiałam, było pyszne- zwłaszcza quesadilla i pięknie wyglądało. Do tego ceny mają znośne, a na dostawę nie trzeba czekać wieki.


Śmiało zamawiacie meksykańskie z Białej Małpy
w Katowicach.

Ogólna ocena 9/10.
 

 
Kraków ma najlepsze food trackownie: Street Food Market
pod Galerią Krakowską i Bezogrodek.


Zawitałam też do Truckarni na Kazimierzu i tam postanowiłam na ukraińskiego czebureka. Był, jak przystało na to danie mega tłusty, ale smaczny. Zrobiony przez bardzo miłego pana i nie kosztował milionów.

Głodni podczas pub tripa po Kazimierzu? Idźcie na czebureka do na Truckarni.
Ogólna ocena: 6/10.
Adres: ul. Dajwór 21 Kraków
 

 
Wyspa Koh Samui ofiarowała nam nie tylko instagramowe krajobrazy, ale również bardzo instagramowe jedzonko


Odwiedziliśmy popularny bar The Rock w pobliżu skał Baby i Dziada. Wypiliśmy po wodzie kokosowej i skosztowaliśmy sataja, czyli przekąski z kurczaka na patyku. Zjadłam też nieco za ostrego pad thaia.




Klimat baru jest bardzo na luzie i rasta. Ponoć to tutaj można kupić skręta i zapalić w sekretnym miejscu. Niestety marihuana jest w Tajlandii nie legalna, a jej posiadanie karane aż karą śmierci (chyba ich popierdoliło!!), więc się nie odważyliśmy.


Niedaleko naszego domku znaleźliśmy też przepiękny bar
z bambusowymi altanami, gdzie byliśmy kilka razy na drinkach, burgerach, frytkach, bajglach i deserach.






Po prawie miesiącu jedzenia tylko tajskich dan taki powrót do tradycyjnej kuchni był dla nas wspaniałym doznaniem. Wszystko, co tam serwowali, było przepyszne. Zwłaszcza owocowe desery. Ogólnie nie lubię ananasa, ale ten z Koh Samui to zupełnie co innego. Tak samo, jak arbus czy smoczy owoc. Pychota.






Polecam Wam Koh y zarówno za plalżing, trening po wodospadach oraz gastroturystykę.

 

 
Z wielką przyjemnością zostałam ambasadorką cytrusowego sosu Ponzu od Kikkoman.


Sosy Kikkoman znam i używam od lat, dlatego chętnie wypróbowałam ich nowość. Okazało się, że cytrusowy Ponzu doskonale trafił w moje gusta (i w gusta moich znajomych, którym rozdałam dodatkowe buteleczki). Przepyszny sos stosowałam do wielu potraw jak kurczak czy łosoś, ale najlepiej sprawdził się u mnie w sałatkach. Doskonale komponuje się zwłaszcza z jarmużem. Aktualnie nie wyobrażam sobie sałatki lub sushi bez cytrusowego smaku Ponzu.




Nawet podczas gotowania w vanie na wyjeździe towarzyszył nas sos Ponzu.


Koniecznie wypróbujecie nowość od Kikkomana. Jestem pewna, że Wam zasmakuje

 

 
Prawdziwa gratka dla entuzjastów historii II wojny światowej.


Ok, ja entuzjastką tego okresu historii nie jestem, ale ciekawa byłam tych bunkrów. Niemcy przeczuwając koniec wojny i swoją klęskę planowali stworzyć na Dolnym Śląsku schrony dla najwyższych rangą urzędników III Rzeszy
i współpracowników Hitlera. Porzucili jednak budowę na etapie prac górniczych, ponieważ poczuli na plecach oddech Armii Czerwonej. Nie zmienia to faktu, że kompleks bunkrów jest ogromny, a największą jego część stanowi właśnie Włodarz w Górach Sowich. To właśnie za jedną ze ścian Włodarza ponoć znajduje się słynny Złoty Pociąg.

Niestety przewodnik nie należał do najprężniejszych
i obyło się bez większej ilości ciekawostek, a najfajniejszym etapem zwiedzania była przeprawa łódką przez zalane schrony.


Czy polecam zwiedzanie bunkru? Tak, tym bardziej że nie trawa długo. Czy poszłabym drugi raz? Nie. Czy odwiedzę pozostałe części kompleksu Riese (z niemieckiego olbrzym, a nazwa odzwierciedla zamysł budowli)? Raczej nie.
 

 
Dziś dwa tytuły, które ostatnio widziałam i mi się spodobały.


1. Mc Imperium
Fenomenalna oparta na faktach historia najpopularniejszego fast foodu wszech czasów: Mc Donalds. To wszystko było, zupełnie inaczej niż sądziłam. Bracia Mc Donalds, może i byli pomysłodawcami tego giganta, ale ojcem sukcesu był Ray Kroc, którego gra kradnący całe show Michael Keaton.

2. Bal
To komedia- musical o grupie kiepskich aktorów
z Broadwayu, którzy, aby polepszyć swój PR, postanawiają pomóc uczennicy, której szkoła zabrania przyjść na bal maturalny z jej dziewczyną. Tylko że nastolatka nie bardzo ich pomocy potrzebuje. Film jest zabawny i aż ocieka brokatem. Mam wrażenie, że Meryl Streep hobbystycznie gra w takich produkcjach w ramach odpoczynku od poważnego kina.

Obie produkcje można zobaczyć na Netflixie.
 

 
Łupież. Paskudny problem. Kiedyś był dla mnie ogromnym powodem do wstydu, ale teraz wiem, że to taki sam problem, jak rozdwojone końcówki i skoro o walce ze zniszczeniami włosów nie wstydzę się mówić, to o walce
z łupieżem też nie powinnam.


Zmiany temperatury, kosmetyki, tkaniny, które mają kontakt z głową, predyspozycje skóry głowy, niedokładne spłukanie kosmetyku lub farbowanie włosów. To tylko niektóre z przyczyn łupieżu. Nie chodzi tu o brak higieny tylko o reakcję alergiczną skóry głowy.

Od lat walczę, aby moja skóra na głowie nie zostawała podrażniona i nie wytwarzała łupieżu. Ponieważ stosuje suszarkę prostownicę, mnóstwo kosmetyków i farbuje włosy, to specyfiki przeciwłupieżowe są dla mnie codziennością.

Ostatnio stosowałam szampon przeciwłupieżowy Joanna
z czarną rzepą i jestem zachwycona jego działaniem. Skutecznie zapobiega pojawianiu się białego pyłku
i doskonale odświeża włosy z tendencją do przetłuszczania. Po myciu kosmyki długo pozostają odżywione i czyste oraz łatwo się rozczesują i układają.

Zdecydowanie polecam szampon z czarną rzepą od Joanny, tym bardziej że kosztuje grosze.

Ostatnio kupiłam też kilka innych przeciwłupieżowych kosmetyków, które na pewno zrecenzuje.
 

 
Była kontynentalna Tajlandia, była Kambodża i przyszedł czas na tajskie wyspy. Padło na Koh Samui.


Nocowaliśmy w pięknym domku z basenem i bylibyśmy bardzo zadowoleni z tego noclegu, bo cena też się nam podobała, gdyby nie niepokojący wpis w regulaminie, który zastaliśmy na miejscu. Otóż właścicielka napisała tam, że po pobycie mamy zapłacić za prąd według zużycia, ponieważ energia elektryczna transportowana z kontynentalnej części Tajlandii jest bardzo droga. Taka praktyka jest niezgodna z polityką portalu Airbnb, na którym dokonywaliśmy rezerwacji. Dodatkowo właścicielka mieszkała naprzeciwko... I faktycznie przyszła w dniu wyjazdu, aby spisać licznik. Co prawda okazało się, że zużyliśmy tak mało prądu, że odpuściła pobranie opłaty
i jeszcze dała nam śniadanie, ale niesmak pozostał. Po zakończonym pobycie zgłosiliśmy to do portalu Airbnb.




Co robić na Koh Samui oprócz leżenia na plaży i popijania wody kokosowej?




Zwiedzać wyspę na skuterach. My pojechaliśmy na kamienną plażę, gdzie znajdują się ogromne głazy przypominające wyglądem męskie i żeńskie narządy rozrodcze. Serio? No może trochę...




Pojechaliśmy też na dwa wodospady. Jeden mały, a drugi naprawdę ogromny, na który wspinaczka zajęła nam kilka godzin i była dość trudna, zwłaszczazwłaszcza że szłam po dżungli w upale i w trampkach. To chyba jedna z najbardziej hardcorowych rzeczy, jakie zrobiłam w życiu. Z góry wodospadu roztaczał się piękny widok na dżunglę
i można było wykąpać się w zimnym źródełku. Tak samo orzeźwiające było piwo w "barze" w środku dżungli, gdy schodziliśmy ze szczytu.










Koch Samui jest piękne i ma niepowtarzalny chillowy klimat. Polecam Wam tę wyspę. Z ciekawostek to na lotnisku sprzedają tam kupę słonia jako pamiątkę. Nie, nie kupiłam.

 

 
W Niewódce nie będziemy pić wódki tylko nalewki.


I to przepyszne nalewki. Mają mistrzowską cytrynówkę. To właściwie jedyna cytrynówka, jaka mi smakuje. Wiśnia, porzeczka i aronia są równie pyszne. W barze siedzimy przy social table, a trunki poleje nam bardzo miła barmanka. Dodatkowo niezwykle przypadł mi do gustu industrialny i nowoczesny wystrój lokalu.


Idźcie koniecznie ekipowo do Niewódki na cytrynówkę
i inne nalewki.


Ogólna ocena 9/10.

Adres: Kraków Plac Szczepański 5.

 

 
Czy jest Stylowo? Nie. Czy jest smacznie? Tak.


Nazwa lokalu sugerowałaby wyszukany wystrój. Nic bardziej mylnego. Jasne, puste ściany. Proste meble. Nic specjalnego. Na szczęście wynagrodziła to wyśmienita bruschetta i całkiem dobry makaron w dobrych cenach. Do tego obsługa była naprawdę bardzo miła i szczerze wierzę, że gdy rozkręcą biznes, to popracują nad wystrojem.


Polecam Wam przystaweczkę i wino w restauracji Stylowej. Wesprzyjmy ich, aby mogli zainwestować w stylowe wnętrze.

Ogólna ocena: 7/10.

Adres: ul. Zdrojowa 52 Kudowa-Zdrój.
 

 
Rzekłabym: świetny, dobry, beznadziejny.



1. Firefly
Zaczniemy oczywiście od świetnego. Stara, ale jara produkcja Firefly łączy klimaty dzikiego zachodu
i kosmosu. Dostajemy mieszankę barwnych postaci, dobre aktorstwo i wciągająca historię. Nie ma patetycznych scen, w których bohaterowie wypluwają z siebie jakiś inżynieryjny bełkot. Serial trochę nie ma zakończenia, dlatego jako jego domkniecie powstał film "Serenity", który utrzymuje wysoki poziom "Firefly". To stara produkcja, więc nie spodziewajcie się cudów, jeśli chodzi o efekty specjalne. Większość statków jest tu zrobiona
z folii aluminiowej.

2. The Expanse
Przeplatające się polityczne losy Ziemi, Marsa i "Pasa", afera z bronią biologiczną, w którą przypadkowo zostaje wplątana załoga pewnego statku. Serial bardzo powoli się rozkręca. W pierwszym sezonie nie dzieje się nic. Następne już ruszają z kopyta. Mamy sporo postaci,
z których każda ma swoje racje, czasem mega wkurzające (nie cierpię głównego bohatera). Całość dobrze się ogląda do obiadu, ale nie wyczekiwałam kolejnego odcinka
z zapartym tchem.

3. Nightflyers
Katastrofa. Scenariusz wygląda jakby, pisał go dzieciak, który chce opowiedzieć o wszystkim i co chwila gubi wątek. Motywacje bohaterów są niezrozumiałe, a świat przedstawiony kupy się nie trzyma. Omijajcie szerokim łukiem. Ledwo to zmęczyłam do końca.
 

 
Nie mam ostatnio szczęścia do maseczek w płachcie.


Poprzednia- kawowa nie działała, z węglem też okazała się bez szału. Natomiast matująca maseczka lama w ogóle nie matowała. Powiedziałabym, że nawet przeciwnie. Moja skóra była bardziej przetłuszczona niż przed zastosowaniem maseczki.

Nie kupię już tego kosmetyku i nie polecam.

Ogólna ocena: 2/10.
 

 
Phnom Penh, czyli stolica Kambodży jest... brzydkie?


Serio to było najbrzydsze i najbrudniejsze miejsce, jakie odwiedziliśmy. Miasto wydaje się nieprzyjazne przez totalny brak chodników i wielkie molochy otaczające ulice.

Kiepsko wypadł też Grand Elevation Hotel. Wprawdzie był czysty i zadbany, ale obsługa niezbyt pomocna.
A śniadanie nie było uzupełniane w trakcie godzin jego trwania, co spowodowało, że pojawiając się na nim pół godziny przed końcem, prawie nie mieliśmy już co jeść,
a przecież za nie zapłaciliśmy.

Nieciekawe wrażenie potęgowało też "muzeum", na którego zwiedzanie się zdecydowaliśmy. Była to dawna szkoła przerobiona na więzienie dla ofiar komunistycznego reżimu Czerwonych Khmerów, którzy niemal doprowadzili do ruiny Kambodżę, gdy siłą przejęli panowanie. Całe Phnom Penh zostało wysiedlone do przymusowych obozów pracy,
a wrogowie komunistycznej partii zamknięci we wspomnianym więzieniu i bestialsko torturowani. Muzeum jest niezwykle smutnym i przygnębiającym obiektem i nigdy więcej nie chciałabym zwiedzać takiego miejsca, ale uważam, że wycieczka po nim powinna być przymusowa dla każdego, kto myśli, że komunizm jest dobry. Kambodża do tej pory nie może się pozbierać po rządach Czerwonych Khmerów, którzy zostali zbrojnie obaleni przez Króla przy wsparciu Wietnamu. To właśnie w wyniku ówczesnych działań Kambodża do dziś jest najbardziej zaminowanym krajem świata, a na natknięcie się na minę narażona jest wiejska ludność cywilna.

W Phnom Penh zwiedziliśmy też ogromny teren Królewskiego Pałacu z przepięknymi ogrodami, robiącymi imponujące wrażenie stupami oraz mnóstwem świątyń i malowideł przedstawiających mityczne sceny.






Na koniec dodam, że z Siem Reap do Phnom Penh jechaliśmy autobusem, co jest tanią i pewną opcją, ale trwa cały dzień. Bilety można kupić w każdym biurze podróży w Siem Reap.








Czy polecam wizytę w Phnom Penh? Raczej nie dłużej niż na jeden dzień. I omijajcie szerokim łukiem to makabryczne muzeum. Ja do stolicy Kambodży raczej nie wrócę.








 

 
Śląska babcia dobrze karmi.


Tym razem nie zdecydowałam się na tradycyjną śląską roladę, ale na zupełnie nieśląskie placki ziemniaczane ze szpinakiem i serem. To był doskonały wybór. Powiedziałabym, że nawet lepszy niż znane wszystkim placki po zbójnicku.

Wnętrze restauracji urządzone jest rustykalnie, tak aby przywodziło na myśl babciny styl, co absolutnie idealnie pasuje do nazwy oraz do menu. Obsługa też zasługuje na pochwałę. Tak samo, jak dosyć przystępne ceny.

Restauracja u Babuni nadaje się na rodzinny, tradycyjny polski obiad.

Ogólna ocena: 7/10.

Adres: ul. Kilińskiego 16 Katowice
 

 
Uwielbiam robić po Krakowie pub tripy. Wycieczki od baru do baru na jednego szota w każdym. Tak właśnie trafiłam do Wiśnioffki.


http://b3.pinger.pl/12ab801bd6e4516225ec0fb25c8ac9fa/IMG_20200222_225345_631.jpgZamówiliśmy przystępny cenowo zestaw degustacyjny z wiśniówką, porzeczkówką, cytrynówką i bodajże aroniówką. Moim faworytem była porzeczka. Miła pani barmanka powiedziała, że jestem w mniejszości.

Oprócz naleweczki spodobał mi się też wystrój baru. Wiszące na łańcuchach ruchome stoliki, przy których się stoi lub na których się siedzi. Po kilku zestawach degustacyjnych może być problem Wprawdzie stoliczki nieco przypominają mi huśtawki bdsm, ale nie uważam, żeby to była ich wada

Ogólna ocena: 8/10.

Adres: ul. Józefa 5 Kraków.