• Wpisów:521
  • Średnio co: 5 dni
  • Ostatni wpis:2 dni temu
  • Licznik odwiedzin:66 551 / 2661 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Nie od dziś wiadomo, że konopie mają wiele pozytywnych właściwości. Od niedawna coraz częściej stosowane są w kosmetykach.


Skusiłam się na maseczkę Cannabidiol z olejem
z nasion konopi, olejkiem z nasion konopii oraz witamina B3. Jestem zachwycona jej działaniem. Ostatnio moja cera się pogorszyła, a maseczka pomaga przywrócić jej blask i dobry wygląd. Po jej użyciu buzia promienieje, jest gładka, a pory są zwężone. Kosztuje tylko parę złotych i zdecydowanie ją polecam.
 

 
Klopsiki to tylko w Ikei? Nie. Otóż klopsiki do kulinarne dobro narodowe Szwecji. Podobnie jak ryby i słodkie bułeczki.


Naszą kulinarną przygodę w Sztokholmie zaczęliśmy od polecanej w przewodnikach i mega popularnej knajpie Chokladkoppen na Rynku. Miejscówka jest pełna ludzi, ale udało się na dorwać miejsce na tarasie, a obsługa uwija się jak mrówki, aby obsłużyć ogrom gości. Chokladkoppen nie jest tanie, ale pyszne. Zjedliśmy ogromne śniadanie składające się z kawy, finezyjnych kanapek i najlepszej na świecie cynamonki. Lokal jest LGBT friendly, czym niezwykle zyskał w moich oczach. Od czasu wizyty
w Izraelu, gdzie wybieraliśmy tylko restauracje z tęczową flagą, zwracam na to uwagę.




Nasze drugie śniadanie nie było już tak finezyjne. Dobre, aczkolwiek zjedzone na szybko w jednej z kawowych sieciówek ponownie smakowało słodkimi bułkami.


Absolutnym hitem okazała się dość późna obiado-kolacja. Kocham w Sztokholmie to, że knajpy z jedzeniem są otwarte nawet w środku nocy. Na przystawkę zamówiliśmy wyśmienite ryby na różne sposoby. W zestawie był też kawior, a ja jestem wielką fanką. Największą robotę zrobiło jednak danie główne, czyli klopsiki. Sycące, idealnie przyprawione, soczyste. No po prostu niebo w gębie. Te
z Ikei już nigdy nie będą mi smakować.


Żeby nie było, że wszystko w Sztokholmie takie pyszne. Zupełnie nie potrafią w burgery. Były malutkie, cieniutka, nadmuchana bułka się rozpadała i oczywiście kosztowały fortunę.


Podsumowując, stałam się fanką Szwedzkich specjałów, ale na burgery to jednak najlepiej wybrać się do Danii.
 

 
Krakowski Kazimierz to niezwykle klimatyczne miejsce,
a niewątpliwej magii dodają mu różnego rodzaju knajpki.


Jedną z moich ulubionych są Królicze Oczy. To mały, eklektycznie urządzony lokalik, w którym przyjaźnie nastawiona obsługa leje piwo o nazwie Jasny lub Ciemny Królik. Zdecydowanie polecam to miejsce na pogaduchy
z przyjaciółmi.
Ogólna ocena 8/10.
 

 
Wycieczka pod Zamek Chudów, czyli pomysł na ciekawe popołudnie na Śląsku.


Zamek Chudów nie należy do popularnego Szlaku Orlich Gniazd i może nie jest zbyt okazały, ale to nie powód, żeby go pomijać. Wycieczka do zamku to dobry sposób na spędzenie popołudnia na Śląsku, ponieważ nie zajmie zbyt dużo czasu. No, chyba że skusimy się na posiłek w knajpie obok zamku. Ruiny renesansowego zamku zachowały się dobrze i stawią ciekawy obiekt do zdjęć zwłaszcza do tych z drona. Obok zamku znalazłam intrygującą rzecz... drzewo z drzwiami przez które mogłam wejść do środka Spodobało mi się bardzo i dostarczyło radości.



 

 
To jeden z najbardziej szkodliwych filmów, jakie
w życiu widziałam.


Produkcja Netflixa to teoretycznie komedia
o przemianie influencerki. Nie ma tam nic śmiesznego. Film powiela mnóstwo negatywnych stereotypów o influencerach, przedstawiając ich jako głupich, próżnych ludzi. Rodzina głównej bohaterki nie wspiera jej w działaniach i umniejsza ważności jej pracy, nie rozumiejąc, że w dzisiejszych czasach przemysł modowy to coś więcej niż projektowanie. Rodzina posuwa się do okrutnego oszustwa i kłamstwa, które niby ma pomóc Anie, ale tak naprawdę może zniszczyć jej życie. Oni zupełnie nie zwracają uwagi na to, że odbierają jej pracę, a co za tym idzie źródło utrzymania dające środki do życia. Owszem chcą, aby była ostrożniejsza, ale sądzę, że są na to lepsze sposoby niż odesłanie jej podstępem do apodyktycznego dziadka. Wspomniany dziaduś to też niezłe ziółko. Nie dość, że wie o mistyfikacji rodziny, to na dodatek jest opryskliwy i niemiły dla wnuczki, która nie jest do niego wrogo nastawiona. Niby z czasem zaczyna traktować ją lepiej, ale nie widzę powodów, dla których w ogóle miałby być dla niej wredny, wysłać do dalekiego sklepu w środku nocy, pieszo po papier toaletowy, którego chciała użyć w wiadomym celu oraz zmuszać do pracy
w warsztacie. Okropnie rozczarowujący jest też moment, w którym okazuje się, że chłopak, w którym zabujała się Ana, też wiedział o oszustwie zaplanowanym przez jej rodzinę.

Niby film ma happy end, ale dla mnie jest okropnie naciągany, ponieważ okupiony okropnym podejściem do głównej bohaterki, której jest mi po prostu żal. Odradzam produkcje, ponieważ pozostawia jedynie niesmak.
 

 
Cenię markę Isana za szereg rzeczy i chętnie sięgam po ich produkty, a lakier do włosów farbowanych jest jednym z moich ulubionych.


Czego oczekuje od lakieru do włosów? Utrwalenia fryzury, ujarzmienia sterczących kosmyków przy jednoczesnym niesklejeniu włosów. Idealnie, aby kosmetyk miał też dodatkowe właściwości jak na przykład nadawanie blasku farbowanej czuprynie. Lakier do Isany spełnia wszystkie te kryteria oraz kosztuje bardzo mało.

Nie widzę powodu, aby przepłacać skoro lakier od Isany nie różni się niczym od tych kilka razy droższych, a od części z nich jest zdecydowanie lepszy, ze względu na lekką formułę.

Ogólna ocena: 9/10.
 

 
Nareszcie! Wreszcie otworzono knajpy! Zatem na bloga wracają polecenia lub odradzenia różnych lokali.


Na pierwszy ogień idzie krakowski Busz. Niesamowita miejscówka, bardzo instagramowa i modna. Dlaczego? Bo po brzegi wypełniona żywą zielenią i pasującymi do niej trendy meblami. Nie znoszę kwiatków, ale wystrojem Buszu jestem zachwycona. Mieszkania bym tak nie urządziła, ale na kawę lub drinka chętnie tam pójdę. Tym bardziej że wszystko z karty mają przepyszne, a obsługę bardzo sympatyczną.


Ubierzcie maseczki i wyjdźcie z domu do buszu!
Ogólna ocena 10/10.



 

 
Wygląda na to, że nie szybko będziemy mogli pojechać za granicę, dlatego postanowiliśmy intensywnie eksplorować Polskę.


Najbliższe nam są województwa małopolskie i śląskie. Doskonałym pomysłem na weekendy wypad jest wycieczka nad jezioro Przeczycie do Boguchwałowic. Po przechadzce po opuszczonej infrastrukturze jeziora (która czasem może robić za plan zdjęciowy do dreszczowca ) polecam wybrać się do pobliskiego lasu. Jest tam ładna spacerowa ścieżka.





 

 
Po latach postanowiłam przypomnieć sobie arcydzieło światowej kinematografii, czyli Zabić drozda.


Film nienależny do najweselszych. Akcja dzieje się
w Ameryce w latach 30-tych, gdy uprzedzenia na tle rasowym były wszechobecne. Takich trudnych realiach prawnik zgadza się bronić czarnego mężczyznę niesłusznie oskarżonego o gwałt na białej kobiecie. Historia opowiedziana jest z perspektywy córki adwokata, która miała wtedy 6-7 lat.



Zabić drozda to piękny, spokojny film z powolną narracją i kojącą kreacja Gregory'ego Peck'a.



Odnalazłam w filmie trzy jednostki, które jako outsiderzy stawiają czoła wrogo nastawionej masie społecznej. Jest to oczywiście Atticus- prawnik decydujący się na ostracyzm, jeśli zgodzi się bronić czarnoskórego. Tom- oskarżony, któremu pomimo ewidentnych dowodów niewinności nikt nie wierzy i który pomimo brawurowej obrony Atticusa zostaje skazany. Jest jeszcze trzecia osoba odtrącona przez grupę- chory psychicznie Artur "Bo", który od dziecka był przetrzymywany w domu przez swojego ojca i wychodzi tylko nocą. Jest wyrzutkiem, a mieszkańcy miasteczka straszą nim dzieci. To właśnie ten całkowicie odrzucony przez społeczeństwo człowiek ratuje życie dzieci Atticusa, któremu niestety nie udało się uratować życia Toma.
 

 
Na urodziny oprócz biletów do Saloników i do Mediolanu dostałam również loty do Sztokholmu. Odkryłam kolejne miasto, w którym mogłabym zamieszkać.


Poznawanie miasta zaczęliśmy od spaceru. Podziwialiśmy prześliczne kamienice i pomniki, w tym pomniki świętego Jerzego.










Powędrowaliśmy przez uroczy ryneczek otoczony kolorowymi kamieniczkami oraz pod zamek, który akurat nie zrobił na nas wrażenia przez swój geometryczny kształt.




Sztokholm to miasto portowe, więc zachwycałam się wszechobecnymi łódkami przy kejach. To jeden z powodów, dla których mogłaby zostać tam na zawsze.






Wieczór trafiliśmy do urokliwego parku na festiwal kuchni koreańskiej.




Zakochałam się w Sztokholmie i w jego różnorodności oraz otwartości. Na ulicach było widać mnóstwo przedstawicieli różnych kultur, a w wielu miejscach powiewały tęczowe flagi.
Sztokholm oferuje też wiele dobrych rozwiązań jak na przykład wszechobecne elektryczne hulajnogi, którymi poruszaliśmy się między wyspami, na których położone jest miasto. Hulajnóg jest masa i jeździ się nimi po ścieżkach rowerowych. To miasto nie zamyka swoich sklepów
w niedzielę ani restauracji o wczesnych godzinach. Ludzie są mili i przyjaźnie nastawieni.
Aktualnie Szwecja ma jedną z najlepszych strategii walki z koronawirusem, dzięki czemu ich gospoda nie leci na łeb na szyję, jak nasza.


Mam nadzieję, że uda mi się zwiedzić jeszcze inne zakątki Szwecji i wrócić do Sztokholmu.
 

 
W temacie kosmetyków moja mam wpoiła mi zasadę, że lepiej zapobiegać niż próbować potem coś zniwelować. Owszem nie ze wszystkim mi się udało, ale mam kilka kosmetyków, które zaczęłam używać bardzo wcześnie
i dzięki temu nie mam zmarszczek wokół oczu oraz grawitacja nie jest wrogiem moich cycków.


Używanie kremów ujędrniających do biustu już od czasów nastoletnich sprawiło, że dziś jestem posiadaczką względnie dużych, kształtnych i jędrnych piersi bez śladu rozstępów czy innych niedoskonałości. Jakimi kosmetykami to osiągnęłam? Było wiele prób, ale najlepiej sprawdza się Soraya Body Diet24. Jest wydajny, tani i co najważniejsze działa- ujędrnia biust i hamuje oznaki starzenia.

Bardzo polecam ten krem. Nic tylko czekać do lata
i opalać się toples

Ogólna ocena 9/10.
 

 
Jestem wielką fanką spacerów, ale jedynie tych niewymagających, zatem sukcesywnie odwiedzam wszystkie tatrzańskie dolinki. Dziś polecam Dolinę Małej Łąki.


Szłam Doliną Małej Łąki z parkingu Górnik. Trasa jest łatwa i obfituje w ładne widoki.


Idąc doliną, dotrzemy do Wielkiej Polany Małołąckiej, która jest jedna z najbardziej malowniczo położonych polan, jakie widziałam w Tatrach.
Cała trasa: przejście doliną, wizyta na polanie oraz powrót i kilka odpoczynków zajęło mi 4 godziny.


Do Doliny Małej Łąki można też dojść Ścieżką Pod Reglami, odbijając w lewo przy parkingu pod Doliną Strążyską.
 

 
Netflix dostarczył mi ostatnio ciekawych wrażeń podczas serialu Unorthodox.


Produkcja opowiada o Esterze, która uciekła ze społeczności ortodoksyjnych żydów do Berlina i tam próbuje sobie ułożyć życie. Serial przeplata retrospekcje z jej dawnego życia z wydarzeniami z Niemiec. Aktorsko wypada bardzo dobrze. Jestem zachwycona niską i drobną aktorką o delikatnej urodzie, grającą Esti. Dla mnie jej fizyczność jest symbolem walki kruchej jednostki
z opresyjną społecznością oraz starań o lepsze życie
w nowym, nieznanym mieście. Formuła serialu pozwala doskonale zrozumieć motywacje bohaterki i poznać oba światy- ten, z którego ucieka i ten, do którego wstępuje. Dużą zaletą jest dla mnie fakt, że Unorthodox ma tylko 4 odcinki, podczas których widz zdąży się mocno wciągnąć
w historię, ale nie zdąży się jeszcze znudzić.
Podsumowując, polecam Unorthodox głównie ze względu na szalenie ciekawy temat oraz dobre wykonanie.
Ogólna ocena: 9/10.
 

 
Jak już wspomniałam, nasza zeszłoroczna lwowska majówka okazała się deszczowa, więc naszą trasę zwiedzania przenieśliśmy do różnego rodzaju knajp.
W pierwszej części opisałam dość oczywiste, popularne i sprawdzone wybory. Teraz przyszła pora na nowości.


Absolutnym hitem okazała się sieciówka Cukor
z sympatycznym pingwinkiem w logo. To idealne miejsce na śniadanie. Wszystko, co tam jedliśmy, było wyborne i wyglądało niesamowicie fotogenicznie.














Ciekawą propozycją była też knajpa U Kata, której głównym elementami wystroju są narzędzia tortur,
a specjalizuje się oczywiście w mięsie, aczkolwiek "stek" z kapusty też dał radę.




Widzicie tę klatkę? Jeśli dacie w łapę kelnerowi
i wskażecie osobę, to kat z siekierą porwie tę osobę, wsadzi do klatki, a później spuści całość do dołu poniżej i będzie się darł, pytając, czy kupujesz bilety na autobus miejski. Cała męka może trwać z jakieś 15 minut. Bezcenne!


Polecam również różnokolorowe burgery w Meat & Grill. Są świetne!


Zawiedliśmy się natomiast na bardzo przeciętnym deserze i kiepskiej obsłudze w Kufrze.




Nie samym jedzeniem człowiek żyje. Wreszcie odkryłam magię rewelacyjnej Pijanej Wiśni oraz cudowny sklep z nalewkami, gdzie zakochałam się w gruszkówce.








Myślę, że Lwów jest jednym z najpyszniejszych miast w jakich byłam. I wszystko tam jest bajecznie tanie!



 

 
Jeden z moich głównych problemów to trwałość makijażu. Aby utrzymywać efekt świeżo namalowanej urody, używam utrwalaczy oraz baz pod makijaż. Ciągle szukam ideału.


Vollare Cosmetics kosztuje kilkanaście złotych, ma lekką formułę i dobrze wyrównuje koloryt skóry, zwłaszcza czerwone przebarwienia. Czy dobrze utrwala? Na razie jest moimi faworytem, ale widzę, że ciężko jej wspomóc trwałość makijażu w wyższych temperaturach.
Polecam głównie na jesień i zimę.
Ogólna ocena 7/10.
 

 
Szukacie w miarę łatwej, jednodniowej trasy górskiej
z Zakopanego? Trafiliście idealnie.


Sama pewnej jesieni odbyłam taką całodzienną wędrówkę.
Wystartowałam do Doliny Białego spod Wielkiej Krokwi. Szlak ten jest w miarę łatwy, aczkolwiek dość długi
i przez to męczący, zwłaszcza że idzie pod górę.






Doliną Białego można dojść do Sarniej Skały, z której roztacza się piękny widok na Giewont. Wejście na Sarnią jest już trudniejsze, ale skoro ja dałam radę, to oznacza, że dla zwykłego człowieka to bardzo łatwa trasa. Największy problem miałam z zejściem ze stromych skałek.






Po zdobyciu Sarniej Skały możemy skierować w Czerwoną Przełęcz, która jest przyjemną drogą i doprowadzi nas do Polany Strążyskiej.


Stamtąd już tylko około 20 min dzieli nas do malutkiego wodospadu Siklawica.


Podczas mojej wyprawy czynny był sklepik na polanie, gdzie zakupiłam za drogie piwo, ale wiadomo, że nigdzie piwo nie smakuje tak dobrze, jak w górach, po wysiłku.


Z polany zeszłam do Zakopanego Doliną Strążyską, która jest bardzo łatwym szlakiem, aczkolwiek zimą jest strasznie oblodzona i bez raków nie dałam rady jej przejść.








Idąc cały czas piechotą ulicą Strążyską odchodzącą od parkingu przy wejściu do doliny, dotarłam do centrum Zakopanego.
Podsumowując, obie doliny są dość łatwymi trasami,
a Sarnia Skała wymaga już trochę wysiłku. Taka wyprawa zajęła mi cały dzień: około 8 godzin razem z częstymi odpoczynkami.