• Wpisów:444
  • Średnio co: 5 dni
  • Ostatni wpis:wczoraj, 13:38
  • Licznik odwiedzin:63 666 / 2526 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 

Październik już za nami, jesień w pełni. Właśnie październik i jesień kojarzą mi się głównie z początkiem roku akademickiego i studentami. A gdzie jada przeciętny student?? Tam gdzie jest tanio, czyli między innymi w Koko. Ja sama jadam tam bardzo, bardzo często. I właśnie największą zaletą Koko są ceny. Obiad (zupa+ drugie danie z dodatkami) kosztuje tylko 14 zł. Z tym, że wizyta w Koko jest prawdziwą ruletką pod względem smaku potraw. Pójdziesz tam człowieku, zamówisz na przykład karczek na ostro i jest pyszny. Idziesz za tydzień, znowu zamawiasz karczek i.... Okazuje się, że już wcale taki dobry nie jest, a nawet ci w ogóle nie smakuje... Jedynym pewnym daniem, które zawsze im wychodzi jest panierowany serek camembert z żurawiną. No i mistrzowska zupa gulaszowa. Co do reszty to raczej zależy od kucharza. Pamiętam, że kiedyś, bardzo dawno temu jadłam naleśniki życia z wiśniami i musem wiśniowym. Niestety już nigdy potem nie pojawiły się w menu. Kiedyś też zamówiłam paprykę faszerowaną i to z kolei był błąd życia... Niżej zdjęcie szynki z sosie czosnkowym, która bardzo mi smakowała, ale jak do tej pory zamówiła ją tylko raz.

Niewątpliwą zaletą jest możliwość zamawiania połowy porcji niemal każdego dania. Oraz godziny otwarcia- aż do 3 w nocy! Niestety, gdy przychodzimy wieczorem większości dań już nie ma, a szkoda. I niestety nie są one wykreślane z menu, które wisi na zewnątrz.
Obsługa jest miła, choć czasami mało ogarnięta i myli zamówienia. Niestety jesteśmy skazani na częściowa samoobsługę- zamówienie składamy sami przy barze i od razu płacimy oraz zazwyczaj sami odnosimy talerze po posiłku. Ale Koko to w końcu gospoda, więc można im wybaczyć.
Wystrój pasuje do nazwy, a to duży plus. Jest w stylu gospody, jest dużo staroci i pełno motywu kur. Czasami bardzo zabawnie wykorzystanego

Minusem są małe sale i to, że gdy chcemy przejść z jednej do drugiej musimy wyjść na zewnątrz. Obiad można też zjeść w pubie na dole, ale ja raczej tego nie robię, bo to już jest całkiem inny klimat. Koko ma całkiem przyjemny letni ogródek.
Podsumowując: szukasz taniego i w miarę dobrego obiadu względnie szybko. Koko to miejsce idealne. Natomiast na romantyczną kolacje się nie nadaje.
Ogólna ocena: 5/10. Koko nie zachwyca ani nie jest złe. Jest po prostu przeciętne. Punkty głównie za przyjazne ceny.
Facebook:https://www.facebook.com/gospodakoko?fref=ts




 

 


Obiecałam, więc jest. Recenzja krakowskiego Chocoffe.
Jak wcześniej pisałam byłam w Chocoffee we Wrocławiu. Postanowiłam też odwiedzić krakowską wersje tej kawiarni. I przyznam szczerze, że się trochę zawiodłam.
Głownie rozczarowało mnie menu... Po pierwsze nie ma w ogóle do wyboru mlecznej czekolady, jest tylko biała i deserowa, której nie znoszę. Pozornie sami możemy skomponować własna czekoladę, ale wyniesie nas to krocie, ponieważ każdy dodatek do białej lub deserowej czekolady na gorąco lub zimno kosztuje 2 zł. W dodatku dodatki nie są zbyt wyszukane (owoce, konfitury, bakalie itp.), więc gdyby się uprzeć to możemy taką czekoladę przyrządzić sobie sami w domu i wyniesie nas to o wiele taniej. Przy pierwszej wizycie zamówiłam białą czekoladę na gorąco z miksem owoców.


Podczas drugiej z bitą śmietaną i piankami marshmallow. I muszę powiedzieć, że dawno nie jadłam tak niesmacznej bitej śmietany.

W chaosie karty menu można znaleźć w miarę smaczne ciasta w niskich cenach i bardzo dobry deser Choco Fit za 12zł. Banalne połączenie jogurtu naturalnego, białej czekolady i płatków migdałowych jest wyśmienite. Pod względem podawanych deserów Wrocław zdecydowanie bije Kraków na głowę.
Obsługa nie zachwyca... Kelnerka nie dość, że nie potrafi podać informacji na temat pozycji w menu to jeszcze nie śpieszy się do klienta, zwłaszcza z podaniem rachunku. W czasie moich trzech wizyt tam za każdym razem podchodziłam do kasy, aby sama zapłacić. Podczas gdy we Wrocławiu pani była kompetentna i bardzo miła. Choć również klient zmuszony był do częściowej samoobsługi, ale informowała o tym wywieszona karteczka, a nie opieszałość kelnerki.
Jedyne, co ratuje krakowskie Chocoffee to wystrój. Jest piękny! Wnętrza są gustownie i ze smakiem urządzone, w bielach i brązach, co współgra z czekoladami tam podawanymi. Jest mnóstwo sof i wygodnych foteli oraz mój konik- stolik w oknie. Jeśli chodzi wnętrza Kraków wygrywa. Wrocławska wersja była w tej kwestii bardzo niedopracowana.
Podsumowując: Chocoffee w Krakowie polecam głównie, jeśli chcecie zjeść dobre i niedrogie ciasto, inne desery są po prostu nie opłacalne. No i jeśli macie dużo czasu i cierpliwości w czekaniu na kelnerkę. Poza tym wnętrze sprzyja zarówno randką jak i przyjacielskim pogaduchą. Zaletą jest też fakt, że kawiarnia czynna jest do 23, wiec, gdy wieczorem zapragniecie zgrzeszyć przeciwko swojej sylwetce, wiecie gdzie się udać.
Ogólna ocena: 5/10. Przeciętnie. Punkty przyznane za ciastka i wystrój oraz godziny otwarcia.
Facebook:-
















PS: Za część zdjęć dziękuje autorce- Agnieszce Zaborowskiej
  • awatar Gość: wypasione miejsce :D Fajny blog ,jesli bd miala ochote zapraszm do siebie :)
  • awatar nataliannan: kojarzę to miejsce weszłam tam i tłok, nie było wolnych miejsc i niestety nie usiadłam ani niczego nie spróbowałam ale z twojej recenzji nie wiem czy warto :) dobrze, że jesteś :)
  • awatar teenager in love: Witaj, polecam Ci nowy serwis TestMeToo. Dzięki rejestracji będziesz dostawać za darmo produkty do testowania. Podobno każdy test to kilkuset testerów. Pozdrawiam http://testmetoo.com/dolacz-do-nas/?token=fad41856cb451d8c98679be43b420bd6
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 


Znowu mnie tu dawno nie było... Stanowczo za dużo mam na głowie. Ale wracamy do tematu
Lubię sushi, ale nie jadam go często głównie ze względu na jego zawrotne ceny w Krakowie. Dlatego gdy przy zakupie biletów na koncert dostałam zniżki do Sushisquare bardzo się ucieszyłam.


A gdy przy drugiej wizycie w Sushisquare dostałam kolejne kupony rabatowe to już w ogóle nie posiadałam się ze szczęścia.


Zestaw z pierwszych kuponów był pyszny, tak pyszny, że nie pomyślałam nawet, aby zrobić zdjęcie...
Z drugimi kuponami zamówiłam najpierw krewetkę na słodko, która była wyśmienita.


A potem hosomaki z węgorzem. Nigdy nie jadłam węgorza i muszę powiedzieć, że w postaci sushi bardzo mi smakował.


Piłam również herbatki: ryżową i jaśminową. Obie pyszne, ale ryżowa bardziej mi przypadła do gustu. Są one podawane w mega ciężkich czajniczkach i przelewamy je do małych czarek.


Na każdym stole stoją sosy sojowe, których możemy do woli używać, a do każdego zamówienia dostajemy miseczkę orzeszków w wasabi. Wszystko pięknie jednakże jak to przystało na restauracje z sushi nie jest tanio. Przynajmniej, jeśli chodzi o zestawy sushi to musimy sporo wydać... Ale ogólnie porównując ceny z innymi tego typu miejscami w Krakowie to Sushisquer nie zrujnuje naszego portfela tak bardzo.
Co do obsługi mam mieszane uczucia. Przy dwóch pierwszych wizytach kelnerka była bardzo miła, jednak podczas dwóch następnych inna pani obsługiwała nas jakby od niechcenie i już nie była tak mila jak poprzednia.
Wystrój niestety jest jak dla mniej największym minusem restauracji. Wydał mi się bardzo fast- foodowy z niewielkimi akcentami nawiązującymi do Japonii... Nie tak powinna wyglądać restauracja, w której podają sushi. Sugerowałabym więcej odwołań do kraju kwitnącej wiśni, niskie stoliki, maty lub poduszki do siedzenia itp.
Podsumowując, Sushisquare polecam fanom sushi, którzy nie szukają taniej alternatywy tego dania i nie potrzebują estetycznego i dopasowanego klimatycznie otoczenia podczas jedzenia.
Ogólna ocena: 6/10 punkty odjęte głównie za wystrój i za wysokie ceny zestawów.
Facebook: https://www.facebook.com/sushisquare?rf=148626141891728






 

 
Wracamy do Krakowa, ale zostajemy w temacie mojego największego nałogu czyli czekolady
Moja przyjaciółka zabrała mnie na deser do Manufaktury Czekolady. I od razu zakochałam się w tym miejscu! Dosłownie od progu widać jak wszystkie czekoladowe specjały są robione.
Zaraz potem wchodzimy do sklepu po brzegi wypełnionego najróżniejszymi czekoladowymi figurkami, pralinkami, czekoladkami, aż chce się zjeść je wszystkie!

Na piętrze znajduje się kawiarnia. I tu też same cudowne rzeczy. Pyszne i niedrogie desery jak owoce w czekoladzie (14 zł.)
topiona gęsta czekolada (10 zł.),
czekolada po krakowsku z mlekiem i bitą śmietaną o rzadkiej konsystencji (10 zł.).
Najlepsze w ofercie Manufaktury jest to, że sami możemy wybrać czy do deseru chcemy mleczną, białą czy deserowa czekoladę albo zmieszane swa lub trzy rodzaje. Manufaktura jest również pierwszym miejscem, w którym czekolada jest dla mnie wystarczająco słodka.
Kolejna zaletą jest wystrój. Ładne klimatyczne drewniane meble, domyślam się, że sala brązowa symbolizuje ciemną czekoladę, a sala urządzona na biało- białą. Genialny w swej prostocie pomysł. Na ścianach wiszą obrazki i opisy dostępnych w sklepie na dole pralinek, a na ekranie telewizora lecą filmiki pokazujące produkcje specjałów Manufaktury.
Obsługa również jest na najwyższym poziomie panie kelnerki (oraz panie w sklepie) są bardzo miłe i chętnie doradzają w wyborze deseru.
Tak polubiłam to miejsce, że mam już nawet swoją kartę stałego klienta
Podsumowując Krakowską Manufakturę Czekolady polecam wszystkim i na każdą okazje, zdecydowanie mój nowy numer jeden, jeśli chodzi o kawiarnie i czekoladę.
Ogólna ocena: 10/10
Facebook: https://www.facebook.com/KrakowskaManufakturaCzekolady


















 

 
Kolejny wpis z cyklu gdzie tu wyjść we Wrocławiu.
Tym razem pójdziemy na obiad i to porządny. Do Rodeo Grill Steak House.
Jeśli nie jesteście naprawdę bardzo głodni to tam nie idźcie, a przynajmniej nie zamawiajcie jak my burgerów (chcieliśmy żeby było po amerykańsku). Mój Jack Daniel’s burger był tak duży, że ledwo go zgadłam. Najlepsze było w nim jednak to, że płonął! Niestety zanim pomyślałam o zrobieniu zdjęcia zdmuchnęłam płomienie... Mój chłopak zamówił Crazy Horse burgera, który okazał się jeszcze większy i byłby dla mnie nie do pochłonięcia. Obie kanapki były dobre i nie kosztowały mało (około 30zł) na szczęście dodatki widoczne na zdjęciach są wliczone w cenę.
Na obsługę (przynajmniej naszego stolika) nie mogę narzekać, bo kelner był bardzo miły i nie ociągał się, przychodził w porę.
Wystrój jak dla mnie za mało dopracowany i klimatyczny, można było to lepiej urządzić np. powiesić listy gończe, plakaty rodeo, kapelusze kowbojskie i tym podobne rzeczy. W restauracji owszem lecą piosenki country, ale jest za mało atrybutów związanych z rodeo. Plusem jest za to ogródek wychodzący na ulice Więzienną, w której się zakochałam oraz menu przed wejściem. Niestety menu, które dostajemy w restauracji jest kolejnym minusem, ponieważ jest strasznie nieporęczne i tak duże, że jedno zajmuje cały stolik.
Podsumowując: Jeśli chcecie dobrze i nie tanio zjeść wybierzcie się do Rodeo, najlepiej w gronie przyjaciół bo randka tam będzie raczej mało romantyczna. Ogólna ocena: 5/10 punkty odjęte za ceny oraz mało pomysłowy wystrój.
Facebook:https://www.facebook.com/pages/Rodeo-Grill-Steak-House/176027145826861?fref=ts

PS:Zastanawiam się nad kolejnym nowym cyklem na blogu: recenzje hoteli, hosteli itp, w których zdarza mi się bywać








  • awatar Gość: A want you to bi weekly holiday trip was warranted to optimally live through foot surgical procedure. in case you are having having an operation to your good foot, not possible to buy compel before you resume customary runner attire and are comfy moving that pedals. if you happen to get a common car, the same holds true designed for right or left foot medical,another novel show can be your Norton identity healthy,pretty risk-free. This is essentially a means for some sort of catalog coming from all usernames and passwords might be trapped in an protected talk about. have to then choose to be become the sort of "e charge cards" which they can display to and additionally defend kind or entry point blogs. ヴィトン 腕 財布 http://www.tripodhead.com/item.cfm?pid=294
  • awatar Gość: lpuyshe{jfuvxzktdlsblpx, http://www.uxuqyunwdx.com/ uckdmkaaaf
  • awatar Gość: abqephe{jfuvxzktdlsblpx, http://www.idbilymooe.com/ qexcwkiuph
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (11) ›
 

 
Oto powstał pomysł dodatkowego cyklu na blogu- Gdzie Tu Wyjść w Podróży.
Od czasu do czasu zdarza mi się gdzieś wyjechać, a wtedy trafiam na wiele lepszych bądź gorszych miejsc, jeśli chodzi o restauracje, bary i knajpki. Postanowiłam je tu opisać. Na pierwszy ogień idzie Wrocław, gdzie spędziłam ostatnie parę dni. Najbliższe wpisy będą poświęcone właśnie miejscom, które warto odwiedzić goszcząc w tym pięknym mieście.
We Wrocławiu byliśmy po raz pierwszy i kompletnie nie znając miasta spacerowaliśmy po urokliwych małych, bocznych uliczkach Starego Miasta. Na jednej z nich dostrzegłam Chocoffe. Od razu popadłam w totalny zachwyt, ponieważ uwielbiam czekoladę! Musiałam pójść tam na deser. Zamówiłam mrożoną czekoladę z malinami i lodami miętowymi (połączenie wybrałam sama, można było też wybrać inne smaki lodów i wiśnie), która była pyszna. Dla kontrastu mój chłopak zamówił gorącą czekoladę z wiśniami i była ona wyborna zarówno moim jak i jego zdaniem (a wybredny jest. Obie czekolady były w cenie parunastu złotych. Poza tym w Chocoffe można kupić pralinki na sztuki, my zdecydowaliśmy się na pomarańcze z pieprzem i kasztan. Nie wiem, która smakowała lepiej Raj dla czekoladoholików.
W kwestii wystroju nie jest już tak pysznie... Co prawda nie jest też źle, ale wnętrze nie przypadło mi do gustu... Brudny dywan, niepasujący do całości obraz, kiepsko dobrane stoliki i krzesła. Plusem były wygodne, miękkie kanapy i ładna tapeta. Gdyby dobrać do nich pasujące, klimatyczne i modne pozostałe elementy wnętrze zyskałoby bardzo wiele. Za to od zewnątrz lokal robi dobre wrażenie dzięki śmiesznym rymowanką na temat czekolady na ścianach bardzo przykuwają uwagę i zachęcają do wejścia.
Obsługa nawet ok. Dlatego tylko "nawet ok", ponieważ zamówienie składamy przy kasie, tam też od razu płacimy i ze stolika też sprzątamy sami, a ja jak wiadomo za tego typu rozwiązaniami nie przepadam. Na szczęście pani była bardzo miła i chętnie doradzała w wyborze oraz przyniosła zamówienie do stolika.
Podsumowując Chocoffee to świetne miejsce na deser we Wrocławiu, można się tam wybrać zarówno ze swoją drugą połówką jak i ze znajomymi.
Ogólna ocena 6/10 Wszystkie punkty są przyznane za smak i pomysł ze śmiesznymi napisami na zewnątrz. Odjęłam za niedograny wystrój i samoobsługę.
Facebook: brak
PS: Przygotowując ten wpis dowiedziałam się, że Chocoffe jest też w Krakowie. Wybiorę się tam i napisze recenzję porównawczą obu kawiarni.






 

 
Ciąg dalszy wędrówki po kawiarniach i jedzenia słodkości. Dziś Camera Cafe na ulicy Wiślnej, która chwilowo zapewne, zasłużyła sobie na miano mojej ulubionej kawiarni.
Po pierwsze dla tego, że uwielbiam filmy, a Camera Cafe, jak sama nazwa wskazuje ma dużo wspólnego z filmem. Na ścianach wiszą kadry z filmów w ramkach przypominających taśmy, oświetlenie to między innymi lampy rodem z planu filmowego, a na jednej ścianie wisi projektor, który oczywiście działa i ciągle coś jest na nim wyświetlane. Po prostu genialny wystrój! Jedynym minusem jest stolik z kanapą i fotelami, gdyż fotele są za wysokie w stosunku do kanapy i siedząc na nich musimy się nachylać do rozmówcy siedzącego na kanapie. Mój konik, czyli stolik w oknie jest, ale jeszcze nie udało mi się przy nim usiąść, bo zawsze był zajęty
Jeśli chodzi o najważniejsze, czyli jedzenie to wszystko, co jadłam/ piłam było PYSZNE. Jadłam imponująco podaną czekoladową delicje popijając przy tym herbatę Smak lata, czyli czarna herbatę z miętą, pomarańczą, goździkami i syropem imbirowym. Dwa razy już zamówiłam tam mojego absolutnego faworyta wśród deserów- biała czekolada z musem truskawkowym- niebo w gębie! Moja przyjaciółka piła wtedy nieziemsko dobrą czekoladę Trzy kolory.
Oprócz deserów Camera Cafe oferuje mam przekąski, kawy, alkohole- w tym drinki, a wszystko to w standardowych jak na rynek krakowski cenach parunastu złotych.
Niestety żadnej pochwały nie dostanie obsługa Camery, ponieważ czekając na kelnerkę można znieść jajo...
Podsumowując Camera Cafe polecam wszystkim i zawsze. Nadaje się na randki, spotkania w gronie znajomych i na samotne poczytanie książki również. Ogólna ocena 9/10 ten jeden punkt odejmuje ze względu na leniwe panie kelnerki.
Facebook: https://www.facebook.com/cameracafekrakow?fref=ts









 

 
Czas wreszcie na wpis, po sesji wracam do blogowania.
I tu dalszy ciąg postów z cyklu "mój słodki Kraków" dalej o deserach.
Tym razem jemy w Cafe Mini na Grodzkiej. Mini to odpowiednia nazwa, bo kawiarnia jest naprawdę mała, ale bardzo ładnie, przytulnie i słodko (to słowo tu bardzo pasuje) urządzona. W wejściu stoi lodówka z deserami, obok, której nie sposób przejść obojętnie, ponieważ wszystkie wyglądają imponująco. A jeszcze lepiej smakują. Jadłam deser lodowy z Nutellą za paręnaście złotych (był tak pyszny, że zanim pomyślałam o zrobieniu zdjęcia to już go nie było) oraz rafaello w podobnej cenie, czyli w kwestii cen Cafe Mini nie odstaje od innych tego typu kawiarni, a na pewno nie pożałujemy wydanych tutaj pieniędzy.
Urzekło mnie menu kawiarni. Jeszcze nigdy nie widziałam tak przejrzystego menu, w którym na dodatek byłyby zdjęcia deserów!
Niestety w Cafe Mini też posiada minusy... Zawdzięcza je obsłudze, która pomimo tego, że mila to nie kwapi się, aby podejść do klienta, szczególnie gdy siedzimy w ogródki (3 razy prosiłam o kartę). Zdziwił mnie również fakt, że z moją przyjaciółką dostałyśmy jedną serwetkę na dwie, a na stolikach nie było dodatkowych. Co to ma być?? Oszczędności?
Podsumowując Cafe Mini to miejsce, w którym mają mnóstwo pyszności i polecam je na randkę lub spotkanie z przyjaciółką/ przyjacielem (większe grono znajomych raczej się tam nie zmieści). Ogólna ocena 8/10. Za obsługę -2 punkty
Facebook www.facebook.com/pages/Cafe-Mini/300561366667945?fref=ts






Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Dziś w Krakowie tak piękna wiosenna pogoda, że aż nie mogłam wysiedzieć w mieszkaniu. Poszłyśmy, więc z przyjaciółką na kawę i ciastko do Mustache. Pełne entuzjazmu, ponieważ jeszcze nigdy tam nie byłyśmy.
Ale dosłownie od progu entuzjazm znacznie zmalał...Kawiarnia jest po prostu, bardzo delikatnie mówiąc, brzydko urządzona. Mało przytulnie i surowo. Nawet stoliki w oknach nie są zachęcające. Ma się ochotę wyjść. Na szczęście ta ochota mija po podejściu do kasy Do wyboru mamy same pyszności, co prawda w nie koniecznie niskich cenach i z samoobsługą, ale i tak warto. Za naprawdę pyszną kawę w ciekawych smakach płacimy paręnaście złotych, a za wyśmienite ciacho nie więcej niż 10,90zl. A to wszystko poda nam bardzo miła pani lub równie miły pan. Ja akurat zdecydowałam się na czekoladowo- ciasteczkowe latte i tarte toffi z migdałami. A moja przyjaciółka na latte waniliowo- kokosowe i sernik.
Miłym zaskoczeniem były ciasteczka z czekoladą i orzechami, które dostałyśmy gratis.
Podsumowując Mustache polecam na coffee to go (mają ładne kubeczki na wynos), lub na szybką kawę z przyjaciółmi. A jeśli już zdecydujecie się zostać w tym mało przytulnym miejscu to koniecznie radze osłodzić sobie pobyt pysznym ciachem.
Ogólna ocena 6/10 Smacznie, ale co z tego, kiedy brzydko...
Facebook: https://www.facebook.com/pages/Mustache-Coffee/337415286378256?fref=ts

Niestety dziś mój telefon się nie popisał i dobre zdjęcia zrobił tylko jedzeniu, dlatego wszystkie pozostałe zdjęcia są z internetu, ale nie są przekłamane.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Parę dni temu po bardzo pracowitym dniu byłam głodna jak wilk i postanowiłam zaspokoić mój głód właśnie w Domowych Przysmakach i zjeść coś sycącego jak na kuchnie polską przystało. Niestety się zawiodłam. Cena za zapiekane góralskie naleśniki (z zerem żółtym, bryndzą i oscypkiem) 13zł bardo podobała się mojej kieszeni, niestety wielkość porcji już nie podobała się mojemu żołądkowi. Jeden naleśniczek, co prawda bardzo ładnie podany, to dla mnie za mało. Smakowało wyśmienicie, ale dalej byłam głodna.
Podejrzewam, że raczej wszystko w Przysmakach jest niewielkich rozmiarów, ponieważ ceny wszystkiego również są niewielkie (paręnaście złotych za danie i parę za napój w tym pyszny kompot za 3,50zł).
Minusem jest oczywiście samoobsługa, którą zawsze krytykuje. Sami zamawiamy jedzenie i odnosimy talerze. Na szczęście danie mamy podane przez bardzo miłą panią, która również chętnie i szczegółowo udzieli informacji o potrawach. Zdecydowanym plusem Domowych Przysmaków jest menu na zewnątrz. Lubie to
W lokalu jest czysto i panuje zgodny z nazwą klimat domowej gospody i tak też Przysmaki są urządzone. Jednak tu czeka na nas kolejny minus: mało stolików. Oczywiście, jeśli nie ma miejsca w środku można latem usiąść w ogródku, ale nie zawsze jest ładna pogoda, a poza tym ogródek jest na ulicy, więc stanowimy atrakcje dla przechodniów. Rzeczą, która bardzo szpeci lokal są kartki z zakazami i informacjami: dwa razy przeczytamy, że nie wolno tam palić i że nie przyjmują kart kredytowych, na lodówce jest ogromny napis "Przejście tylko dla personelu" tak jakbyśmy sami się nie domyślali, że na zaplecze tylko pracownicy mogą wejść, nawet na płotku ogródka jest zakaz przypinania rowerów. Właściciel jest prawnikiem czy co??
Podsumowując Domowe przysmaki polecam na przekąskę nie na obiad. I raczej randkowo też tam nie jest. Podwieczorek z przyjaciółmi to idealna okazja do odwiedzenia knajpki.
Ogólna ocena: 5/10- odjęłam punkty za samoobsługę, małe porcje i karteczki informacyjne.
Facebook: https://www.facebook.com/pages/Domowe-Przysmaki/185685821578023?fref=ts
  • awatar nataliannan: jak zwykle ganialna 'recenzja' - bo chyba tak można to nazwać - knajpki :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Restauracja Morela na ulicy Stolarskiej to moim zdaniem bardzo przyjemne miejsce.
Wystrój jest elegancki, ale zarazem bardzo przytulny, a takie połączenie rzadko się zdarza. Jest mój ukochany stolik w oknie. Morela posiada również letni ogródek, nawet dwa letnie ogródki! Jeden na ulicy, za którym nie przepadam właśnie z tego względu, że jest na ulicy. Drugi natomiast jest w idealnym miejscu, czyli na dziedzińcu kamienicy.
Panie kelnerki są miłe, ale nie śpieszą się z podejściem do klienta, co jest irytujące zwłaszcza, gdy czekamy na rachunek i doczekać się nie możemy.
Ceny, jak w każdej eleganckiej restauracji dość wysokie. Ja jadłam sałatkę z pomarańczą i serem pleśniowym (19zł), która była przepyszna! Myślę, że głównie za sprawą wyśmienitego sosu. Na deser polecam tiramisu z musem malinowym (11zł), które jest jednym z najlepszych, jakie kiedykolwiek jadłam.
Oprócz tego w menu znajdziemy szeroki wybór kasz.
Podsumowując Morele polecam na randki i przede wszystkim na tiramisu i kaszę, ale radze wcześniej zaoszczędzić trochę pieniędzy, które będziemy chcieli przejeść.
Ogólna ocena 6/10- odjęłam 4 punkty za trochę opieszałą obsługę i dość wysokie ceny. Większość punktów w tym przypadki przyznałam za smak posiłków.
Facebook: https://www.facebook.com/restauracjamorela?fref=ts
 

 
Idziemy na deser!
Tym razem do Michalskich. Byłam w tej cukierni wiele razy i niemal w każdej oprócz zakupu słodkości "na wynos" można je zjeść na miejscu. Parę razy zawitałam do ich cukierni w Galerii Krakowskiej, oprócz pysznych deserów i w miarę miłej obsługi nic mi się tam nie podobało. Miejsca było mało, a jedząc czułam, że wszyscy klienci na mnie patrzą i byłam pod presją, aby szybko zjeść i wyjść. A przecież nie na tym polega idea jedzenia deseru...
Na szczęście Michalscy otworzyli nową, ogromną cukiernię na rogu ulic Św. Anny i Wiślnej.
Tam mamy pełną opcje: pyszne desery w jak najbardziej przystępnych cenach. Jadłam malinową pana cotte za 11zł oraz szarlotkę na ciepło z bitą śmietaną i sosem malinowym. Moja przyjaciółka zamówiła tiramisu. Wszystko było bajecznie pyszne. Mało tego, wystrój jest imponujący. Elegancki, ale nie do przesady, bardzo dużo miejsca i mnóstwo stolików w oknach. Obsługa bardzo miła i w przeciwieństwie do innych cukierni Michalskich nie wymagają tam od nas samoobsługi. Na minus uderzyła mnie tylko jedna rzecz. Panie kelnerki noszą niebieskie spódnice w czerwono- zielone kwiaty. Ten strój zupełnie nie pasuje do wystroju lokalu i nawet się z nim gryzie.
Podsumowując cukiernie Michalskich polecam wszystkim (ale tylko tą na roku Św. Anny i Wiślnej). Jest dobrym miejscem na spotkanie z przyjaciółmi i na randkę.
Ogólna ocena 9/10 no te okropne krzykliwe i kiczowate spódnice sprawiły ze Michalscy nie dostają maksymalnej ilości punktów.
Facebook:https://www.facebook.com/cukiernia.michalscy?fref=ts
  • awatar Gość: oo na pewno się tam wybiorę! pięknie!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Na początku chciałabym przeprosić za dość długą nieobecność... Może nie będę się dużo tłumaczyć, powiem tyle: studia, praca, pisanie pracy licencjackiej odbierają mi wenę na pisanie postów.

Ale wracam z nową recenzją z cyklu mięsożerca w wegetariańskim barze.
W Glonojadzie byłam raz i być może kiedyś jeszcze zaglądnę, ale na pewno stałym klientem nie zostanę.
Dosłownie od wejścia uderzył mnie największy minus baru. Kotara przy drzwiach. Co to w ogóle za pomysł?! Straszne. Biorąc pod uwagę, że dekorator raczej się nie popisał i Glonojad ma dość toporny wystrój to kotara jeszcze pogarsza sprawę. Na plus we wnętrzu są stoliki w oknach, wieszaki na płaszcze i fakt, że miejsca jest sporo. Najciekawszym elementem Glonojada jest obraz przedstawiający widok na bar.
Jednak to za mało, żeby zrekompensować tragiczne pierwsze wrażenie wywołane przez kotarę.

W kwestii menu glonojad oferuje ciekawe propozycje w przystępnych cenach (mój smażony ser, kasza i surówki kosztowały 14zł + 5zł herbata), a porcje są bardzo duże. Niestety nie ma możliwości zakupienia połowy porcji co jest zdecydowanym minusem. Prawie tak dużym jak samoobsługa na którą jesteśmy w Glonojadzie skazani. Na szczęście panie przyjmujące zamówienia są bardzo miłe. Jeśli chodzi o smak potraw mam mieszane uczucia... Ser był dobry, ale jadłam lepsze wegetariańskie potrawy, spodziewałam się czegoś więcej. Nie powaliło mnie na kolana.
Gdy robi się ciepło Glonojad zaprasza nas do ogródka, co jest całkiem miłą opcją, ponieważ na placu Matejki mniej osób zagląda nam w talerz, niż gdy siedzimy na rynku.
Podsumowując Glonojada polecam amatorom zieleniny, którzy są bardzo głodni i chcą szybko zaspokoić głód za niewielkie pieniądze.
Ogólna ocena 5/10 lokal jest po prostu przeciętny. Punkty odjęłam głównie za kotarę i samoobsługę.
Facebook: https://www.facebook.com/pages/Glonojad/107354746012656?fref=ts
 

 
Przechodząc ulicą św. Tomasza zawsze chciałam pójść do tego baru, ponieważ słyszałam o nim same dobre opinie. Po wizycie w Relaksie zastanawiam się skąd te pochwały się w ogóle wzięły?! Zupełnie mi się tam nie podobało.
Po pierwsze obsługa knajpy jest tragiczna. Opieszała (same musiałyśmy usunąć brudne kufle, po poprzednich klientach, ze stolika przy którym usiadłyśmy) i nieprofesjonalna. Pani za barem nawet nie zapytała jaki sok chce do piwa tylko od razu wlała mi malinowy. I ogólnie w lokalu jest brudno. Co to ma być?!
Wystrój... hmmm. Chcieli dobrze wyszło bardzo, bardzo źle. Zdjęcie z internetu nie oddaje oczywiście tej dekoratorskiej klęski, którą tam zastajemy. Zamysł był fajny- rzeczy "każda z innej parafii" tworzące ładną, spójną całość. Niestety wykonanie się posypało. Tam naprawdę nic do niczego nie pasuje, meble są już nieco zniszczone, całość wygląda niechlujnie, ponuro i po prostu brzydko. Nawet antresola i stolik w oknie nic nie uratowały. Najlepiej i najładniej urządzone w Relaksie miejsce to toaleta która ponadto jest czysta. Miłe zaskoczenie.
Ceny są niewysokie (moja koleżanka zrobiła dla mnie zdjęcia menu, które na domiar złego było czymś pobrudzone).

Najlepszą rzeczą z oferty Relaksu są ciekawe smaki soków do piwa. Niestety jeśli chcemy zamówić któryś z tych niestandardowych soków płacimy dodatkowo 2zł.
Pomimo umiarkowanych cen i ładnej toalety, kolosalne wady takie jak kiepska obsługa i brzydki wystrój zaważyły na mojej ocenie i Relaks dostaje 2/10.
Polecam to miejsce osobom którym właściwie wszystko jedno gdzie pójdą i ile zapłacą za to co zamówią i nie wymagają od knajpy niczego. Na rynku można znaleźć lokale, które oferują niższe ceny, mają ładne wnętrza i miłą obsługę. Relaks jest też odpowiedni na najgorszą randkę życia
Facebook: http://www.facebook.com/relaks.krakow?fref=ts
  • awatar nataliannan: sama słuszałam o tym miejscu, ale mają niestety identyczne zdanie jak ty :)
  • awatar ProffesionalPrincessa: bozeee a jak popatrzysz w internecie to cud i miod malina -, - niestety coraz wiecej takich lokali
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
W zeszłym tygodniu postanowiłyśmy z przyjaciółką wybrać się do Spazio na rogu ulic Szpitalnej i Św. Tomasza. Już raz tam byłyśmy, ale bardzo krótko i wtedy miejsce zrobiło na nas dobre wrażenie. Niestety przy drugiej wizycie ten czar prysł...
Najgorzej oceniam obsługę w Spazio. Pani kelnerka zajmowała się wszystkim innym tylko nie klientami, czyli nie nami. Ponadto składając zamówienie dowiedziałyśmy się, że nie ma możliwości przygotowania sporej części menu oferowanego przez Spazio, ponieważ nie ma składników. Wtedy moja przyjaciółka ze zrezygnowaniem zamówiła wodę, a ja sernik i czekoladę na gorąco, która podczas pierwszej wizyty bardzo mi smakowała. I to znowu okazał się tylko chwilowy zachwyt. Czekolada była po prostu ok, bez rewelacji. Robił się na niej kożuch, co jak twierdzi mój znajomy znawca czekolady, nie powinno mieć miejsca. Zapłaciłam za nią 10 zł.
Jeśli chodzi o sernik, a właściwie serniczek, który zamówiłam to była śmiesznie mała porcja nie warta nawet 5 zł, które kosztowała.
Reszta menu Spazio nie porywa. Wybór jest, ale nie jakiś specjalnie duży, a poza tym, jak już mówiłam i tak części składników nie ma Ceny są umiarkowane, ani wysokie, ani niskie, do przyjęcia. Gdybym starała się poszukać plusów to lokal ma promotora i różne zniżki na alkohole, w zależności od dnia tygodnia. O ile "środa z Jameson'em", czyli -20% na koktajle na bazie Jamesona jest fajnym pomysłem, to wtorkowy promocyjny Lech za 6 zł jest klapą. To żadna promocja. Można znaleźć taniej i lepsze piwo w innych lokalach.
W kwestii wystroju wreszcie mogę powiedzieć parę ciepłych słów. Jest antresola, są stoliki w oknach, są wygodne fotele i dużo miejsca, a całość wygląda ładnie i ciekawie. Spazio ma małą scenę i czasem odbywają się tam koncerty.
Podsumowując Spazio polecam głównie osobą, które chcą wypić w towarzystwie przyjaciół jakiś alkohol w promocyjnej cenie (w poniedziałek wiśniówka, orzechówka i żubrówka, czwartek wina, w niedziele mocne alkohole) z tym, że nie koniecznie piwo. Nie jest to dobre miejsce na deser ani na randki, ponieważ jest tłoczno i gwarno.
Ogólna ocena 3/10. Odjęłam aż 7 punktów za opieszałość obsługi, braki składników i wielkość serniczka.
Facebook: http://www.facebook.com/pages/Spazio-Coffe-Cocktail-Bar/389609984424163?fref=ts

* Za namową mojej czytelniczki z blogspota postanowiłam robić własnoręcznie zdjęcia w lokalach o ile będzie to możliwe. Jednakże ze względu na kiepską, jakość zdjęć z mojego telefonu będę wstawiać również te z internetu by lepiej pokazać wnętrze. Za to zdjęcia potraw będą robione tylko przeze mnie.
  • awatar ProffesionalPrincessa: rzecz jasna zdjecia z internetu bardzo przesadzone jak dla mnie ale coz wiadomo ze kazdy chce sie promowac : ) genialny pomysl na bloga! : *
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Kiedyś, z przyjaciółkami gdy miałyśmy zabójcza ochotę na kawę trafiłyśmy na Grodzką do Cafe Zakątek.
Pierwsze wrażenie jakie miałam wchodząc do kawiarni, to że jest tam strasznie ciasno i wszędzie wszystkiego za dużo. Lokal jest niewielki, na pólkach są poustawiane różnego rodzaju bibeloty, na ścianach wisi cała masa obrazków i (uwaga) zielników. W pierwszej chwili wydało się to strasznie przytłaczające, ale po paru minutach siedzenia tam odkryłam, że wnętrza są nawet przytulne, a przyciemnione światło dodaje miejscu odpowiedniego klimatu.
Cafe Zakątek oferuje różnego rodzaju kawy, czekolady, ciasta. Ja wybrałam kawę bogów i szarlotkę na ciepło. I swojego wyboru absolutnie nie pożałowałam. Kawa faktycznie miała niebiański smak, a szarlotka w niczym nie ustępowała kawie. Nawet teraz pisząc ten post mam ochotę na taki zestaw Szczęścia dopełniają w miarę przystępne ceny (9,50zł za kawę bogów) i spore porcje. Bardzo mnie cieszył duży kawałek szarlotki.
Na obsługę nie mogę powiedzieć złego słowa, bardzo miła.
Podsumowując Cafe zakątek to naprawdę bardzo fajny zakątek  Polecam go każdemu głównie na pogaduszki z przyjaciółmi, na randki jest niestety zbyt mało romantyczny.
Ogólna ocena 7/10. Odjęłam 3 punkty za ilość tych wszystkich bibelotów i różności dookoła.
Facebook: http://www.facebook.com/cafezakatek

EDYCJA WPISU
Niedawno ponownie zawitałam do Cafe Zakątek i przy okazji tej wizyty dowiedziałam się, że toaleta znajduje się na zewnątrz! Niewiarygodne! Jak starodawny, wiejski wychodek. Aby skorzystać należy poprosić panią za barem o klucz i wyjść z kawiarni. W zimie to musi być bardzo kłopotliwe. Z tego względu muszę odjąć Zakątkowi 3 punkty. Teraz ocena końcowa wynosi 4/10.
 

 
Lubię miejsca z menu wystawionym na zewnątrz. To zwiększa szansę, że lokal, do którego wchodzę zaoferuje mi tego, czego szukam. Przechodząc ulicą św. Tomasza parę razy rzuciłam okiem na menu Polskich Smaków i postanowiłam wybrać się tam na obiad. Mam trochę mieszane uczucia, co do tego miejsca.
Po pierwsze nie spodobała mi się samoobsługa. Musimy sobie sami odebrać zamówienie i odnieść talarze do okienka, które jest dopiero na samym końcu restauracji, więc jeśli siedzimy w pierwszej sali to może być problem. Oczywiście płacimy zaraz po zamówieniu. I co do pieniędzy pojawia się kolejny problem, bo 22 zł za obiad, który muszę sobie sama przynieść to stanowczo za dużo. Część potraw jest gotowa, widzimy je przy ladzie i dostajemy od razu na talerz. Są to specjały dnia. Restauracja ma też swoje stałe menu i jeśli wybierzemy coś z niego to czekamy chwile na jedzenie.
Ja zdecydowałam się na kurczaka nadziewanego jabłkiem w płatkach migdałowych oblanego żurawiną, ponieważ wyglądał bardzo zachęcająco. Niestety okazało się, że to fajny pomysł, ale wykonanie już dużo słabsze... Kurczak nie powalił mnie smakiem.
W kategorii wystroju Polskie Smaki mają plusa za wnętrza pasujące do nazwy, ponadto w środku jest ładnie, dużo miejsca i czysto jak na lokal samoobsługowy. Szczególnie spodobały mi się stolik w oknie (jak zwykle) i witraż na suficie nad antresolą.
Z obsługą nie miałam zbyt długiego kontaktu, ale panie były bardzo miłe.
Podsumowując Polskie Smaki polecam amatorom polskiej kuchni i restauracji samoobsługowych, którzy nie szukają najtańszego obiadu na mieście.
Ogólna ocena 5/10 - głównie ze względu na wystrój.
Niestety Polskie Smaki na mają Facebooka.
 

 
Dziś na obiad pizza W restauracji Papryczki 5 przy ulicy Mikiłajskiej 5.
Lubię takie włoskie klimaty... Wystrój Papryczek bardzo mi się podobał. Miejsce wygląda jak elegancka pizzeria we Włoszech. Siedząc tam, aż zaczyna się marzyć o wycieczce. W kwestii wyglądu nie mam się do czego przyczepić. Zadbano tam nawet o takie szczegóły jak wieszaczki na kurtki (w sezonie jesień- zima szczególnie zwracam uwagę na obecność tego detalu). No i to co bardzo lubię, czyli stolik w oknie
Co do obsługi to jest bardzo profesjonalna i miła. Prawie od razu po wejściu pani kelnerka pokazała nam stolik dla dwóch osób. Drobnym minusem jest fakt, że na jedzenie musimy trochę poczekać, ale w tak ładnym otoczeniu czekanie nie jest takie złe.
Ceny. Łatwo się domyślić, że skoro dobrze urządzone wnętrze, że skoro profesjonalna obsługa to ceny będą wysokie. I to racja. Do Papryczek opłaca się przyjść na pizze. Za dużą zapłacimy od 20zł do 25zł. I to będą dobrze wydane pieniądze, bo pizza jest smaczna. Choć polecam ją głównie amatorom cienkiego ciasta i dlatego myślę, że lepiej nie odwiedzać tego miejsca, gdy mamy wilczy apetyt i chcemy się najeść. Jeśli chodzi o ceny dań czy ryb to są już dużo bardziej wygórowane (30zł-50zł). Papryczki jak przystało na włoską restauracja posiadają osobną kartę win, które oczywiście kosztują nie mało, ale zastąpić je przecież można jakimś tańszym, zwykłym napojem jak sok.
Podsumowując Papryczki 5 to urokliwe miejsce z dobrą pizzą i wysokimi cenami, przeznaczone raczej na lekkie kolacje niż na wielką wyżerkę. Ogólna ocena 7/10. -3 punkty za te ceny...
Oto Facebook Papryczek
http://www.facebook.com/papryczki5?fref=ts
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Choć jestem mięsożercą, to bardzo lubię wegetariańskie jedzenie. Vege mijam chodząc ulicą Krupniczą parę razy dziennie i właśnie to, że było mi "po drodze" sprawia, że czasami tam zaglądam. No i wielki napis "-10% dla studentów". No i w temacie cen, to wszystkie są bardzo przystępne i nie sieją spustoszenia w portfelu. Dziś jadłam zapiekankę makaronową ze szpinakiem i serem feta za która po zniżce zapłaciłam 10,80 zł. Czyli cenowa rewelacja, a danie było pyszne, choć wyglądało zgoła inaczej...
Niestety bardzo często tak bywa, że jeśli jedzenie mamy pyszne i tanie, to wystrój lokalu i obsługa nie są na najwyższym poziomie. Vega potwierdza tą regułę. A szkoda.
Co prawda pani przyjmująca zamówienie jest bardzo, ale to naprawdę bardzo, miła to niestety w musimy zdać się na samoobsługę, za którą osobiście nie przepadam. A już na pewno nie w takiej skali jak w Vedze: składamy zamówienie przy barze, płacimy od razu, sami odbieramy jedzenie i znosimy do stolika i na dodatek sami odnosimy naczynia. A sztućce i serwetki stoją na barze, więc musimy je sobie sami zabrać. Ehhh...
Jeśli chodzi o wnętrze to nie podobało mi się zbytnio... Niby pod kolor wszystko, niby jest gdzie usiąść, ale całość trochę przypomina wystrój PRL- owskiej restauracji. I zdecydowanie częściej powinni zmieniać i prać obrusy oraz nie zapominać o ich wyprasowaniu.
Podsumowując Vega nadaje się dla amatorów bezmięsnego jedzonka i samoobsługi. Wchodzimy, jemy, wychodzimy. To kiepski pomysł na długi obiad z przyjaciółmi czy drugą połówką, bo miejsce nie ma odpowiedniego ku temu klimatu.
Ocena ogólna 5/10 (za ceny, smak i miłą panią)
Ich strona internetowa:
http://vegarestauracja.pl/galeria.html
i Facebook:
http://www.facebook.com/pages/Bar-Wegetariański-Vega/111159582296722?fref=ts
 

 
To najbardziej romantyczne miejsce w, którym byłam! Po pierwsze ze względu na położenie w najpiękniejszym (moim zdaniem) miejscu Krakowa- Zaułku Niewiernego Tomasza, a po drugie i najważniejsze przez wystrój. W tej restauracjo- kawiarni można usiąść w karetach, w których zostały ustawione małe stoliczki. To takie romantyczne... Niestety jeśli zamawiamy coś więcej niż kawę czy lampkę wina, lepiej usiąść przy normalnym stoliku, ponieważ te w powozach są naprawdę bardzo, bardzo malutkie. Latem Cherubino oferuje ogródek, jednakże nie polecam go jeśli nie lubimy gdy przechodnie patrzą na nas gdy jemy...
Jeśli chodzi o ceny to są wysokie, ale za luksus jak wiemy się płaci. Kawa latte to koszt 9,50zł, co jeszcze nie jest tragedią. Ale cappuccino w tej samej cenie to już przesada. Oprócz kaw w menu znajdziemy alkohole, lekkie dania np.: ryby, sałatki i desery. Wszystko jak juz wspomniałam w wysokich cenach.
Obsługa nie zwaliła mnie z nóg... Może pani kelnerka miała zły dzień albo może takie ma już podejście do klienta. Nie była ani zbyt miła ani niegrzeczna. Właściwie taka nijaka. Odniosłam wrażenie jakby pracowała tam trochę za karę.
Podsumowując polecam Cherubino na romantyczne wyjścia, dla par z zasobnym portfelem. Ogólnie oceniam to miejsce 6/10 z tego najwięcej punktów za wystrój i lokalizacje.
Strona internetowa: http://www.cherubino.pl/restauracja_krakow.html
i Facebook: http://www.facebook.com/pages/Cherubino/155994044464773?fref=ts
 

 
Do czasu pierwszej wizyty w House of beer prawie w ogóle nie bywałam w pubach, teraz jestem tam stałym klientem na ulicy Św. Tomasza 35. Koneserem piwa tez nie jestem, ale nie znoszę tego co oferują nam w standardzie wszystkie sklepy i knajpki, dlatego szeroka i ciekawa oferta pubu bardzo przypadła mi do gustu. Możemy tam znaleźć ponad 150 rodzajów piwa, których nie dostaniemy ani w przeciętnym sklepie, ani w pierwszym lepszym barze.
W temacie wystroju House of beer jest na całkiem dobrym poziomie. Na szczególną uwagę zasługują miękkie sofy i fotele, niestety prawie zawsze zajęte (czasem przeze mnie i moich przyjaciół). W gruncie rzeczy w lokalu prawie zawsze jest trudno o miejsce. Ciekawym detalem jest tez antyrama z kapslami od butelek po piwie.
Wszyscy barmani są mili i udzielają profesjonalnych informacji piwnym laiką. Ceny średnie. 8 zł to koszt każdego piwa, oprócz piwa dnia za 5 zł. Promotorów nie ma ale to nie ważne, bo wszystkie atuty tego miejsca rekompensują ich brak.
Reasumując House of beer to moim zdaniem najlepszy krakowski pub. Ocena ogólna 10/10.
Strona internetowa:
http://www.houseofbeerkrakow.com/
i Facebook:
http://www.facebook.com/HouseOfBeerKrakow?fref=ts
 

 
Bordo to zdecydowanie jedna z moich ulubionych restauracji. Ma stosunkowo niewiele minusów, które i tak są rekompensowane przez plusy. Po pierwsze jest bardzo ładnie i ze smakiem urządzona, w środku, jak sama nazwa wskazuje jest bordowo Jako, że lubię siedzieć wysoko to urzekła mnie antresola, gdzie najczęściej zajmuje miejsce.
Niestety gdy już sobie tak siedzę w tym ładnym wnętrzu to czasem bardzo, naprawdę bardzo długo czekam na kelnera. I to zarówno jeśli chodzi o przyjęcie zamówienia i podanie rachunku. Pomimo to obsługa jest miła, ale nie przesadza w okazywaniu sympatii klientowi.
Jeśli chodzi o ceny to mój portfel kocha odwiedzać to miejsce. Obiad dnia za 13,90zł! I to do wyboru mamy parę zup, parę dań i dodatków, codziennie innych. Rewelacja! Jeśli jednak komuś nie przypadną do gustu propozycje obiadu dnia, może zaglądnąć do menu, w którym znajdzie: śniadanie, zupy, dania głównie, ryby, przystawki i różnego rodzaju napoje w tym alkohole (piwa, drinki, wina itd.). Jednakże za taki skompletowany przez nas obiad zapłacimy już więcej niż 13,90zł.
Na krakowskim rynku często można spotkać promotorów rozdających ulotki do Bordo. To nie są kupony zniżkowe, tylko zwykła ulotka informująca, że lokal znajduję się przy ulicy Gołębiej 3. Na owych ulotkach czytamy informacje: "Do każdego obiadu dnia ciastko gratis!". Niestety to trochę mija się z prawdą, ponieważ chodzę tam prawie od 2,5 roku i tylko kilka razy dostałam ciastko, a zawsze zamawiam obiad dnia. Brak deseru rekompensuje jednak fakt, iż porcje są duże a jedzenie pyszne. W restauracji można również zamówić obiadek na wynos.
Podsumowując Bordo polecam wszystkim, naprawę warto tam jadać. Ogólna ocena 8/10.-2 punkty za opieszałość obsługi.
Oto strona internetowa: http://www.bordo-krakow.pl/
i Facebook restauracji: http://www.facebook.com/pages/Bordo/206839406008508?ref=ts&;fref=ts
 

 
Ministerstwo to klub w centrum Krakowa, mieści się przy ulicy Szpitalnej 1. Osobiście lubię tam chodzić, ale nie ze względu na muzykę (hip- hop, RNB, house) lecz głównie przez miłą obsługę. Klub jak to klub jest niestety głośny więc z przyjacielskich pogawędek trzeba chcąc nie chcąc zrezygnować. Jest sala dla palących, która jest zamykana dzięki czemu nie śmierdzi dymem we wszystkich pomieszczeniach, których jest sporo. W lokalu jest również dancefloor oraz szatnia (2zł za rzecz).

Wystrój nie powala na kolana, ale nie jest tez zły... Minusem są ewidentnie popsute elementy np. lampa, które nie są zbyt szybko naprawiane i nie dodają przez to uroku miejscu. Za to antresole i krzesła przy barze szczególnie mi się spodobały

Jeśli chodzi o ceny i menu to jest dobrze co jednak nie oznacza, że nie mogłoby być lepiej. Ceny raczej średnie (8zł za piwo, czyli rynkowy krakowski standard), drinki dobre i pomysłowe, tylko czasem brakuje składników by jakiś przygotować. Ogromnym plusem klubu są promotorzy rozdający na rynku krakowskim kupony zniżkowe. Wstęp przeważnie darmowy. Co wtorek where2b organizuje tam swoje imprezy (dla tych, którzy nie wiedza w2b to grupa organizująca cieszące się dużą popularnością imprezy, codziennie w innym klubie- http://where2b.org/City/Krakow/pl).

I oczywiście Ministerstwo posiada prawdziwą perełkę w postaci letniego ogródka! Jest on niesamowitym miejscem. Bardzo ładnie urządzony z cenami do przyjęcia, również z kuponami zniżkowymi, a oprócz alkoholi podawane są też pyszne kawy. Mało tego, to nie jest taki zwykły ogródek jak reszta tych na rynku, które usytuowane są "na patelni" głównej płyty. Ogródek Ministerstwa znajduje się na dziedzińcu kamienicy w której jest klub. I właśnie na tej wolności od szumu i zgiełku rynku polega jego magia.

Podsumowując polecam Ministerstwo jako klub i zdecydowanie jako ogródek letni. Ogólna ocena 9/10.
Oto ich facebookowa grupa http://www.facebook.com/groups/108654475854382/
 

 
Mam na imię Grażyna, aktualnie mieszkam i studiuje w Krakowie. Uwielbiam to miasto za wiele rzeczy, a jedną z nich jest wielość kawiarni, restauracji, knajp, klubów i pubów do których można zajrzeć. Od paru lat korzystam z tego dobrodziejstwa jadając posiłki "na mieście" i spotykając się z przyjaciółmi w różnych lokalach, lokalikach, spelunach...
Często znajomi pytają mnie gdzie moim zdaniem powinni wybrać się na romantyczną kolacje, gdzie dobrze i tanio obiad zjeść, a gdzie w ogóle nie zaglądać. Teraz postanowiłam podzielić się to wiedzą z szerszym gronem osób. Dlatego też zapraszam do czytania bloga.
  • awatar b-angel: będę Cię czytać :) właśnię Cię 'odkryłam'... Serdeczności A.
  • awatar • Cathllen •: w takim razie powodzenia w blogowaniu :)
  • awatar Babe6: Śliczny płaszczyk :) i fotka Zapraszam na mojego bloga
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›